Znów ten dziwny koszmar. Tym razem zaczął się inaczej.
Oglądałam telewizję. Prawie mi się przysypiało gdy nagle usłyszałam "PSYCHOPATA NA WOLNOŚCI". Otworzyłam oczy najszerzej chyba jak umiałam. Spojrzałam w jasno świecący telewizor. Zerwałam się z kanapy, pobiegłam do przedpokoju. Szybkim ruchem narzuciłam na siebie kurtkę i wybiegłam na klatkę schodową. Biegłam po schodach w dół, wybiegłam bocznymi drzwiczkami, z których korzystał dozorca. Usłyszałam krzyki. Było ciemno. Środek nocy. Biegłam wąską uliczką między obdrapanymi blokami. (...)
Obudziłam się. Czy to możliwe, żeby sen powtórzył się parę razy? Przez okno wpadały już pierwsze promienie słońca. Leniwie podniosłam się z łóżka, ubrałam za dużą bluzę Mario. Aż nie wierzę, że nadal jej mu nie oddałam. Już nigdy w życiu nie pożyczy mi żadnej bluzy. Włożyłam na nogi trampki i wyszłam z pokoju zatrzaskując drzwi. Starałam się iść cicho, bo większość studentów o tej porze jeszcze spała. Ja z resztą też bym spała gdyby nie ten sen. Popchnęłam ciężkie drzwi od stołówki. Parę głów podniosło się i spojrzało w moją stronę. Jednak nikogo z tych uczniów nie znałam. Odwróciłam się i popędziłam na boisko. Usiadłam na zimnym krześle na trybunie. Trawa była jeszcze mokra. Z zamyślenia wyrwał mnie odgłos kroków na żwirku. Odwróciłam się w tamtą stronę. Po tym koszmarze w moim umyśle kłębiły się takie dziwne historie, że mogłam przysiąc iż w pierwszej chwili myślałam, że to duch. Była to jednak dziewczyna o niezbyt bladej, idealnej cerze, delikatnym uśmiechu, jasno niebieskich oczach i długich, falowanych, brązowych włosach. Usiadła obok mnie. Spoglądałam na nią. Nie wiedziałam czego ode mnie chce.
- Grasz w nogę? - spytała po dłuższej chwili milczenia. Pokiwałam twierdząco głową, nie wiedząc do czego przydatna jej będzie ta informacja. - Ja chodzę na boks - uśmiechnęła się szerzej. Widziała, że na nią patrzę i nic nie mówię więc kontynuowała. - Czemu siedzisz tutaj sama? - zamyśliłam się na chwilę.
- Miałam koszmar, na stołówce nikogo nie było więc przyszłam tutaj - powiedziałam obojętnie. Dziewczyna pokiwała głową na znak, że rozumie.
- Jestem Asteya - uśmiechnęła się wyciągając do mnie rękę. Zdziwiłam się trochę, ale ten gest świadczył o jej dobrym zachowaniu i wiedziałam, że ją polubię.
- Oksana - również podałam swoją dłoń.
- Wiem - zaśmiała się cicho - Oskarze - dodała. Spojrzałam na nią zaciekawiona.
- Marco jest dość popularnym chłopakiem w szkole. Wiedziałam, że miał współlokatora Oskara. Potem widziałam ciebie z długimi włosami - wyjaśniła.
- Och.. - westchnęłam - Zaraz.. nikomu nic nie powiedziałaś? Przecież mogłaby być z tego super sensacja! - powiedziałam entuzjastycznie.
- Co ty. Taka nie jestem - zaśmiała się. - Poza tym teraz jesteśmy sąsiadkami - dodała. Znów byłam zaciekawiona. - Mam pokój koło twojego - puściła do mnie oczko i szturchnęła mnie lekko w bok. - Jak przyśni ci się znów jakiś koszmar to wpadaj do mnie - powiedziała posyłając szczery uśmiech, po czym wstała i ruszyła w stronę stołówki.
- Dziękuję! - zawołałam. Wiedziałam, że uśmiech nie schodzi jej z twarzy. Była bardzo optymistyczną osobą. Już zdążyłam ją polubić. Nastała godzina 8.30 więc postanowiłam udać się na stołówkę. Promienie ciepłego słońca przedzierały się pomiędzy gałęziami drzew. Szłam alejką, mając nadzieję, że spotkam tam już Mayę i Nikę i będę mogła im opowiedzieć o moim śnie. Nie myliłam się. Nika leżała na stole i dalej spała, a Maya słuchała muzyki i przeglądała jakąś gazetę. Usiadłam bez słowa obok Niki. Podniosła głowę zaspana. Włosy miała tak rozczochrane, że szkoda gadać.
- Hej - przywitała się ze mną Maya, a Nika skinęła do mnie głową. Uśmiechnęłam się.
- Słuchajcie. Miałam okropny sen! - chciałam zacząć temat, ale zauważyłam, że Maya zadławiła się kawałkiem kanapki. W końcu się uspokoiła, ale nadal z przerażeniem wpatrywała się w gazetę.
- Co się stało? - spytała Nika słabym głosem. Najwidoczniej nadal spała.
- Zamknęli jakiegoś psychopatę! - krzyknęła wyciągając słuchawki z uszu. Spojrzałam na gazetę. Była z naszego miasta.
- Żartujesz! - zaśmiała się Nika. Zdecydowanie należała do zwariowanych dziewczyn.
- Nika! To nie jest śmieszne! - powiedziała zaniepokojona Maya.
- A wiesz co się stało? - spytałam.
- Zabił parę osób - przeczytała w gazecie - Stwierdzono u niego chorobę psychiczną - dodała.
- Huhuhu - Nika rozbudziła się już całkowicie. Szturchnęłam ją.
- Wiecie co? Od dwóch nocy śni mi się jakiś facet, który dusi innego mężczyznę - powiedziałam. Nie wiedziałam czy sen ma coś wspólnego z psychopatą, ale i tak miałam im go opowiedzieć prędzej czy później.
- Chcesz powiedzieć, że przyśniło ci się dzisiejszej nocy to samo co wczorajszej? - zdziwiła się Maya.
- No.. - przygryzłam wargę.
- Myślisz, że ma to coś wspólnego z tą całą akcją? - nie przestawała się na mnie patrzeć.
- Oksana jest jasnowidzem! - ucieszyła się Nika. Spojrzałyśmy się na nią rozbawione. - No co? - wzruszyła ramionami.
- Chyba czarnowidzem.. - westchnęła Maya.
- Co mam z tym zrobić? - spytałam.
- Nie wiem - Maya wzruszyła ramionami - Może powinnaś zrobić eksperyment. Wiesz, sprawdzić czy tej nocy przyśni ci się to samo - powiedziała.
*NIKA POV*
Szliśmy ulicą w stronę uniwersytetu z kubkami ciepłej kawy ze Starbucksa.
- Podobało ci się? - spytał Mo.
- No jasne - uśmiechnęłam się i wzięłam łyk kawy.
- Komu kibicowałaś? - spytał.
- Oczywiście, że Dortmundowi - wywróciłam oczami. Przygryzł wargę po czym mocno mnie przytulił. Było tak ciepło i przyjemnie. Zaburczało mi w brzuchu. Przygryzłam wargę mając nadzieję, że nie słyszał. Czułam, że się rumienię.
- Jesteś głodna? - spytał cicho się śmiejąc. Przytaknęłam. Teraz to już na pewno moje policzki były czerwone jak nos Rudolfa! - Chodź - wyszeptał mi do ucha i pociągnął za rękę do pobliskiej restauracji. Zjedliśmy pyszną pizzę, a potem wróciliśmy do pokoi. Ten wieczór zdecydowanie należał do najlepszych! A noc miała być jeszcze lepsza..
*OKSANA POV*
Opowiadałam akurat May'i o dziewczynie, która rozmawiała ze mną na boisku dziś rano gdy do pokoju wpadła Nika cała w skowronkach. Zamknęła drzwi i przylgnęła do nich plecami.
- Jak tam mecz? - spytałam.
- C...co? - Nika wyrwała się z rozmyślań.
- Pytam jak mecz - zaśmiałam się.
- A dobrze. Wygraliśmy - podeszła do swojej szafy.
- Co ty knujesz kochanie? - spytała Maya.
- Nic, nic - zapewniła Nika, pakując różne rzeczy do torebki. Nagle do pokoju wpadł Mo.
- MAM GUMKĘ! - ucieszył się. Nika gwałtownie się zarumieniła, a my z Mayą zaczęłyśmy się śmiać. No ładnie. - Ups.. - westchnął zawstydzony.
- To.. pa - rzuciła nieśmiało Nika po czym wyszli.
- Biedny Mario... - zaśmiałam się.
- Taa.. ciekawe czy o tym wie - zaśmiała się Maya.
- No nic.. ja też uciekam - przytuliłam przyjaciółkę i wyszłam. Wracając do pokoju pomyślałam o Marco. Gdzie on się podziewał?
_____________________________________________________________
I jest rozdział 8! Także..no..w życiu Niki i Mo zaczyna się coraz więcej dziać smjnnhnth <3 Jak myślicie, co z Marco?
Enjoy! xx
poniedziałek, 17 lutego 2014
niedziela, 16 lutego 2014
Rozdział 7 "Bezsenność - największym koszmarem"
Tak bardzo się cieszę, że mogłam uwolnić się od tych wszystkich zmartwień! Dotrwałam do przerwy zimowej i wyjechałam na parę dni do rodzinnego domu. Spędziłam ten czas w gronie rodziny i przyjaciół. Codziennie spotykałam się z Jessicą. Pamiętam, że przyjechała po mnie na lotnisko.
- Oksana! - usłyszałam piski za plecami. Odwróciłam się, puściłam walizki i pobiegłam prosto w ramiona Jessici. - Jak się cieszę, że wróciłaś do Wrocławia! - była podekscytowana.
- Ja też się cieszę - uśmiechnęłam się trochę krzywo. Jessica wyczuła smutek przepełniający moją duszę.
- Co się stało? spytała niemal od razu. Wzruszyłam ramionami. - Wiem, że coś się stało. Zawsze byłaś wesoła i uśmiechnięta! - krzyknęła poirytowana.
- Opowiem ci później, jestem zmęczona - odpowiedziałam wymijająco, na co pokiwała głową. Złapałam walizkę i ruszyłyśmy w stronę jej auta zaparkowanego nieopodal lotniska. Postanowiła zawieźć mnie do domu.. mojego domu.
- To powiesz mi co się stało? - spytała i na chwilę przeniosła wzrok z drogi na mnie.
- Mam na imię Oskar - prychnęłam. Spojrzała na mnie pytająco.
- Co ty brałaś? - spytała.
- Zapisałam się do szkoły jako Oskar - powiedziałam.
- Zaraz... co?! - spojrzała na mnie zdziwiona.
- Pamiętasz liceum. Ja i piłka nożna. Bałam się, że na uniwersytecie będzie tak samo - tu zaczęłam opowiadać jej całą historię.
- Rozumiem - pokiwała głową. - Co zamierzasz z tym zrobić? - spytała.
- Uczyć się dalej. Póki co wypocznę sobie trochę we Wrocławiu - westchnęłam. Zauważyłam, że Jessica zaparkowała pod moim domem. - Dzięki za podwózkę - uśmiechnęłam się. - Spotkamy się jutro? - spytałam. A Jessica się uśmiechnęła co mogłam wziąć za "tak". Pomachałam i odwróciłam się. Wielki żółty dom. Mój dom. Niby byłam tu 3 miesiące temu, ale już zdążyłam zapomnieć jak wyglądał. Pełno białego śniegu, sople zwisające z dachu, odśnieżony podjazd pod garaż oraz ścieżka prowadząca na taras. Ruszyłam w stronę drzwi, a śnieg skrzypiał pod moimi butami. Weszłam po schodkach na taras i zapukałam do drzwi. Nagle się otworzyły, a stała w nich mama.
- Oksana! - krzyknęła i przytuliła mnie mocno, aż zabrakło mi tchu. - Wejdź do środka dziecko, bo na dworze zimno - powiedziała ciepło. Ustawiłam walizkę w kącie przedpokoju, ściągnęłam buty, kurtkę i czapkę i ruszyłam za mamą do kuchni. - Piekę akurat ciasto - uśmiechnęła się. W całym pomieszczeniu unosił się piękny zapach. - Chcesz trochę rosołu? - spytała a ja uśmiechnięta pokiwałam głową. Ach rosół. Dawno go nie jadłam! Mama postawiła przede mną miskę ciepłej zupy. Dopiero teraz poczułam głód. Rozmawiałyśmy długo.
- Gdzie tata? - spytałam.
- Jest w pracy. Będzie wieczorem - odpowiedziała mama. - Jesteś zmęczona? Może się położysz? - zaproponowała mama. O tak! Wiedziała czego mi trzeba!
- No jasne - zaśmiałam się i obie ruszyłyśmy w stronę schodów prowadzących na piętro. Nagle drzwi wejściowe otworzyły się. - Robert! - krzyknęłam i wpadłam bratu w ramiona. Był ode mnie starszy o rok.
- A właśnie... Robert będzie chodził z tobą do szkoły - powiedziała mama. Spojrzałam pytająco na nich obu. - Wiesz... wyrzucili go z uniwersytetu w Barcelonie. Pomyślałam, że zapiszę go do twojej szkoły - dodała.
- Cieszysz się? - spytał Robert, a ja się uśmiechnęłam.
- Pod warunkiem, że nie będziesz na mnie donosił - zażartowałam i poklepałam go po ramieniu - Dlaczego go wyrzucili? - spytałam mamę, gdy zaprowadzała mnie do pokoju.
- Długa historia. Doszło do zabójstwa. W pierwszej chwili podejrzewali go, ale doszli do tego, że to jego współlokator. Później doszło do małej bójki. Prawdopodobnie wracając z kina wieczorem był świadkiem gwałtu na dziewczynie z jego klasy - wyjaśniła smutno.
- Och - westchnęłam - Ale miał rację broniąc jej - wzruszyłam ramionami.
- Pewnie, że miał ale gwałciciel zgłosił to na policję - przyznała mi rację.
- Co za debil.. - mruknęłam.
- Tak czy siak. Będzie mu lepiej w twojej szkole - uśmiechnęła się. Otworzyła drzwi do pokoju. Nic się nie zmieniło. Ściany były pokryte plakatami moich ulubionych klubów. Na środku pokoju leżał dywanik w kształcie piłki. Stał szklany stoliczek i dwie pufy.
- Oksana! - usłyszałam piski za plecami. Odwróciłam się, puściłam walizki i pobiegłam prosto w ramiona Jessici. - Jak się cieszę, że wróciłaś do Wrocławia! - była podekscytowana.
- Ja też się cieszę - uśmiechnęłam się trochę krzywo. Jessica wyczuła smutek przepełniający moją duszę.
- Co się stało? spytała niemal od razu. Wzruszyłam ramionami. - Wiem, że coś się stało. Zawsze byłaś wesoła i uśmiechnięta! - krzyknęła poirytowana.
- Opowiem ci później, jestem zmęczona - odpowiedziałam wymijająco, na co pokiwała głową. Złapałam walizkę i ruszyłyśmy w stronę jej auta zaparkowanego nieopodal lotniska. Postanowiła zawieźć mnie do domu.. mojego domu.
- To powiesz mi co się stało? - spytała i na chwilę przeniosła wzrok z drogi na mnie.
- Mam na imię Oskar - prychnęłam. Spojrzała na mnie pytająco.
- Co ty brałaś? - spytała.
- Zapisałam się do szkoły jako Oskar - powiedziałam.
- Zaraz... co?! - spojrzała na mnie zdziwiona.
- Pamiętasz liceum. Ja i piłka nożna. Bałam się, że na uniwersytecie będzie tak samo - tu zaczęłam opowiadać jej całą historię.
- Rozumiem - pokiwała głową. - Co zamierzasz z tym zrobić? - spytała.
- Uczyć się dalej. Póki co wypocznę sobie trochę we Wrocławiu - westchnęłam. Zauważyłam, że Jessica zaparkowała pod moim domem. - Dzięki za podwózkę - uśmiechnęłam się. - Spotkamy się jutro? - spytałam. A Jessica się uśmiechnęła co mogłam wziąć za "tak". Pomachałam i odwróciłam się. Wielki żółty dom. Mój dom. Niby byłam tu 3 miesiące temu, ale już zdążyłam zapomnieć jak wyglądał. Pełno białego śniegu, sople zwisające z dachu, odśnieżony podjazd pod garaż oraz ścieżka prowadząca na taras. Ruszyłam w stronę drzwi, a śnieg skrzypiał pod moimi butami. Weszłam po schodkach na taras i zapukałam do drzwi. Nagle się otworzyły, a stała w nich mama.
- Oksana! - krzyknęła i przytuliła mnie mocno, aż zabrakło mi tchu. - Wejdź do środka dziecko, bo na dworze zimno - powiedziała ciepło. Ustawiłam walizkę w kącie przedpokoju, ściągnęłam buty, kurtkę i czapkę i ruszyłam za mamą do kuchni. - Piekę akurat ciasto - uśmiechnęła się. W całym pomieszczeniu unosił się piękny zapach. - Chcesz trochę rosołu? - spytała a ja uśmiechnięta pokiwałam głową. Ach rosół. Dawno go nie jadłam! Mama postawiła przede mną miskę ciepłej zupy. Dopiero teraz poczułam głód. Rozmawiałyśmy długo.
- Gdzie tata? - spytałam.
- Jest w pracy. Będzie wieczorem - odpowiedziała mama. - Jesteś zmęczona? Może się położysz? - zaproponowała mama. O tak! Wiedziała czego mi trzeba!
- No jasne - zaśmiałam się i obie ruszyłyśmy w stronę schodów prowadzących na piętro. Nagle drzwi wejściowe otworzyły się. - Robert! - krzyknęłam i wpadłam bratu w ramiona. Był ode mnie starszy o rok.
- A właśnie... Robert będzie chodził z tobą do szkoły - powiedziała mama. Spojrzałam pytająco na nich obu. - Wiesz... wyrzucili go z uniwersytetu w Barcelonie. Pomyślałam, że zapiszę go do twojej szkoły - dodała.
- Cieszysz się? - spytał Robert, a ja się uśmiechnęłam.
- Pod warunkiem, że nie będziesz na mnie donosił - zażartowałam i poklepałam go po ramieniu - Dlaczego go wyrzucili? - spytałam mamę, gdy zaprowadzała mnie do pokoju.
- Długa historia. Doszło do zabójstwa. W pierwszej chwili podejrzewali go, ale doszli do tego, że to jego współlokator. Później doszło do małej bójki. Prawdopodobnie wracając z kina wieczorem był świadkiem gwałtu na dziewczynie z jego klasy - wyjaśniła smutno.
- Och - westchnęłam - Ale miał rację broniąc jej - wzruszyłam ramionami.
- Pewnie, że miał ale gwałciciel zgłosił to na policję - przyznała mi rację.
- Co za debil.. - mruknęłam.
- Tak czy siak. Będzie mu lepiej w twojej szkole - uśmiechnęła się. Otworzyła drzwi do pokoju. Nic się nie zmieniło. Ściany były pokryte plakatami moich ulubionych klubów. Na środku pokoju leżał dywanik w kształcie piłki. Stał szklany stoliczek i dwie pufy.
* * *
Ten tydzień strasznie szybko minął.. Nim się obejrzałam, a musiałam się już żegnać z rodzicami i Jessicą. Razem z Robertem weszliśmy na pokład samolotu i polecieliśmy do Dortmundu. Czekał na nas już Mario.
- Cześć - uśmiechnęłam się - To mój brat Robert, będzie z wami grał w piłkę - powiedziałam. Przybili sobie żółwika. Wsiedliśmy do jego czarnego samochodu i ruszyliśmy w stronę uniwersytetu. - A jak z Marco? - spytałam drżąc na samą myśl, że znowu będę musiała się z nim widzieć.
- Nie wrócił jeszcze - uspokoił mnie Mario.
- Ufff - odetchnęłam. Jednak widziałabym go tylko na stołówce i na treningach. Od tamtej pory siedzę przy stole May'i i Niki. Mam też swój własny pokój. Siedzę tam sama. Staram się jednak wychodzić gdzieś z dziewczynami lub chłopakami ( tu mam na myśli Mario, Mo i Kubę ). Byleby nie siedzieć samemu w tym przeklętym pokoju. Białe ściany, biurko, łazienka, szafa i jedno łóżko. Jak tu nie zwariować? Jak w psychiatryku. Dobrze, że jeszcze krat w oknie nie mam i drzwi otwieranych tylko ze strony korytarza. Zjadłam kolację na stołówce rozmawiając z Mayą i Niką, potem trochę pograłam w nogę z Mo na boisku i wróciłam do pokoju. Było okropnie chłodno. Ale okno było zamknięte.. Wypakowałam resztę rzeczy z walizki i wrzuciłam na półki do szafy. Parę rzeczy typu szampon, odżywka zaniosłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i poszłam spać.
Usłyszałam krzyki. Było ciemno. Środek nocy. Biegłam wąską uliczką między obdrapanymi blokami. Co chwilę przez drogę przebiegały szczury. Wielkie, ohydne, uliczne szczury. Z długimi ogonami. Mijałam poprzewracane śmietniki i wysypujące się z nich resztki żarcia. Biegłam dalej. Krzyki były coraz bardziej słyszalne. Widziałam światło ulicznych lamp. Dwie czarne postacie. Jedna, wyższa szarpała drugą. - ZOSTAW GO! - wrzasnęłam. Postać odwróciła się w moją stronę. Stanęłam sparaliżowana. Patrzyła na mnie dłuższą chwilę, po czym uciekła puszczając ciało, by bezwładnie spadło na ziemię. Biegłam dalej. Dobiegłam do ciała dobrze zbudowanego mężczyzny. Twarz była zawinięta w worek. Najwidoczniej ktoś chciał go udusić... zabić.
Obudziłam się z krzykiem. W pokoju było ciemno, jedynie przez okno wpadało światło latarni. Nie wiedziałam co myśleć o tym śnie. Próbowałam zasnąć ale bezskutecznie.
- Nie wrócił jeszcze - uspokoił mnie Mario.
- Ufff - odetchnęłam. Jednak widziałabym go tylko na stołówce i na treningach. Od tamtej pory siedzę przy stole May'i i Niki. Mam też swój własny pokój. Siedzę tam sama. Staram się jednak wychodzić gdzieś z dziewczynami lub chłopakami ( tu mam na myśli Mario, Mo i Kubę ). Byleby nie siedzieć samemu w tym przeklętym pokoju. Białe ściany, biurko, łazienka, szafa i jedno łóżko. Jak tu nie zwariować? Jak w psychiatryku. Dobrze, że jeszcze krat w oknie nie mam i drzwi otwieranych tylko ze strony korytarza. Zjadłam kolację na stołówce rozmawiając z Mayą i Niką, potem trochę pograłam w nogę z Mo na boisku i wróciłam do pokoju. Było okropnie chłodno. Ale okno było zamknięte.. Wypakowałam resztę rzeczy z walizki i wrzuciłam na półki do szafy. Parę rzeczy typu szampon, odżywka zaniosłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i poszłam spać.
Usłyszałam krzyki. Było ciemno. Środek nocy. Biegłam wąską uliczką między obdrapanymi blokami. Co chwilę przez drogę przebiegały szczury. Wielkie, ohydne, uliczne szczury. Z długimi ogonami. Mijałam poprzewracane śmietniki i wysypujące się z nich resztki żarcia. Biegłam dalej. Krzyki były coraz bardziej słyszalne. Widziałam światło ulicznych lamp. Dwie czarne postacie. Jedna, wyższa szarpała drugą. - ZOSTAW GO! - wrzasnęłam. Postać odwróciła się w moją stronę. Stanęłam sparaliżowana. Patrzyła na mnie dłuższą chwilę, po czym uciekła puszczając ciało, by bezwładnie spadło na ziemię. Biegłam dalej. Dobiegłam do ciała dobrze zbudowanego mężczyzny. Twarz była zawinięta w worek. Najwidoczniej ktoś chciał go udusić... zabić.
Obudziłam się z krzykiem. W pokoju było ciemno, jedynie przez okno wpadało światło latarni. Nie wiedziałam co myśleć o tym śnie. Próbowałam zasnąć ale bezskutecznie.
* * *
Usłyszałam pukanie do drzwi. Nie byłam w stanie otworzyć oczu. Zasnęłam jakieś pół godziny temu.
- Oksana otwórz! - usłyszałam głos Mario.
- Mario? - spytałam zaspana.
- Tak, a kto? - zdziwił się. Wstałam leniwie i przekręciłam klucz, po czym odwróciłam się do czajnika, żeby napić się herbaty z melissą. Mario wszedł do środka.
- Jezu! Jak ty wyglądasz dziewczyno! - krzyknął. Spojrzałam w lustro. Miałam podkrążone oczy i potargane włosy.
- Nie mogłam spać - mruknęłam. - Miałam straszny sen - wyjaśniłam. Wlałam wodę z czajnika do kubka, po czym wzięłam łyk. Mario objął mnie ramieniem.
- Nie martw się. To tylko sen - uspokoił mnie.
- Wiem - uśmiechnęłam się.
- Pamiętaj, że jak coś to możesz wpaść do naszego pokoju - zapewnił.
- Pewnie, ale jakoś nie uśmiecha mi się przebieganie ciemnych korytarzy i schodów by dotrzeć do waszego pokoju - zaśmiałam się - Wiesz, jeszcze coś mnie zaatakuje - wypiłam do końca herbatę. Uczesałam się i zrobiłam tyle ile byłam w stanie zrobić by chociaż trochę wyglądać normalnie. Poszliśmy na śniadanie.
Było dziś bardzo pochmurno i wiał porywisty wiatr. To może dlatego w moim pokoju było tak chłodno. Marco nie było, więc dziś usiadłam na stołówce z chłopakami. Robert został dobrze przyjęty i znalazł wspólny język z Kubą. Nie mogłam na niczym się skupić. Ciągle myślałam o dzisiejszym śnie. Czułam lekki niepokój. Z zamyślenia wyrwał mnie nawołujący głos Leitnera.
- Oksana! Budź się! Halo! - spojrzałam na niego pytająco aż w końcu skapnęłam się, że mówił do mnie od dłuższej chwili.
- Ymm.. słucham? - spytałam.
- Pytałem co zrobić z Niką.. - powiedział wkurzony.
- A co z nią nie tak? - od razu spojrzałam na koleżankę, czy aby wszystko w porządku. Była uśmiechnięta i najęcie gadała z Mayą.
- Oj Oksana. Kocham twoją roztrzepaną osobę - zaśmiał się Mo - Od trzech dni ze sobą chodzimy i chciałem gdzieś ją zabrać, dlatego pytałem o radę - dokończył.
- Aaaaa - zaśmiałam się - Uwielbia koszykówkę. To może na mecz kosza? - zaproponowałam.
- Brzmi nieźle. Jeszcze coś? - spytał.
- Może pójdźcie potem na ciepłą czekoladę? - zaproponowałam - I kup jej pluszowego miśka. Będzie wniebowzięta - puściłam oczko.
- Dzięki za radę - uśmiechnął się. Wracałam jasnym korytarzem do pokoju sama. Mieszkałam na ostatnim piętrze budynku. Otworzyłam drzwi i chłód owionął moje ciało. No nie.. Upewniłam się, że okna były zamknięte. A były. Co tu do cholery się działo?!
_______________________________________________________________
I jest rozdział 7! Postanowiłam dodać do opowiadania trochę horroru, co o tym myślicie? Nie mam znów weny, więc rozdziały będą coraz słabsze, a szkoda :) Liczę na miłe komentarze, do następnego ♥
piątek, 7 lutego 2014
Rozdział 6 "Niszczenie jest znacznie łatwiejsze od tworzenia"
Marco nieźle się wystraszył. Z zakłopotaną miną stanął na drugim końcu pokoju pod ścianą i nie chciał się ruszyć. Nie wiedziałam co zrobić. Co powiedzieć. Stawiłam siebie w okropnej sytuacji.
- Ja ci wyjaśnię - zaczęłam.
- N-n-nie musisz. N-n-nie chcę wiedzieć - jąkał się. - Wyjdź - powiedział. Spojrzałam na niego zdziwiona. - Nie słyszałaś? Wyjdź! - wrzasnął.
- Ale..ale jak to? - spytałam.
- A co?! Chcesz dalej spać w tym samym pokoju?! - wrzasnął. Rzeczywiście. To nie byłoby stosowne. Pokiwałam głową, wzięłam parę rzeczy i ruszyłam ku wyjściu. - Przyjdź później po rzeczy - powiedział. Zamknęłam za sobą drzwi. To koniec. Tak.. to mój koniec. Koniec nauki w sportowym uniwersytecie..
- Ja ci wyjaśnię - zaczęłam.
- N-n-nie musisz. N-n-nie chcę wiedzieć - jąkał się. - Wyjdź - powiedział. Spojrzałam na niego zdziwiona. - Nie słyszałaś? Wyjdź! - wrzasnął.
- Ale..ale jak to? - spytałam.
- A co?! Chcesz dalej spać w tym samym pokoju?! - wrzasnął. Rzeczywiście. To nie byłoby stosowne. Pokiwałam głową, wzięłam parę rzeczy i ruszyłam ku wyjściu. - Przyjdź później po rzeczy - powiedział. Zamknęłam za sobą drzwi. To koniec. Tak.. to mój koniec. Koniec nauki w sportowym uniwersytecie..
* * *
Zapłakana wpadłam do pokoju Mario.
- Co się stało? - spytał Moritz znad swojej walizki. Podbiegł do mnie i mnie objął. Łkałam. Usłyszałam spłukiwanie wody w kiblu. Z łazienki wyszedł Mario. Podszedł do nas szybkim krokiem i wyciągnął, że tak powiem, mnie z rąk Letinera.
- Chodź, przejdziemy się, wszystko mi wyjaśnisz - wyszeptał, a ja pokiwałam głową.
- Szkoda, że nie mogę z wami zostać - wyjąkał Mo, który kontynuował pakowanie się.
- Przyjdę jeszcze się z tobą pożegnać - rzucił Gotze i wyszliśmy.
* * *
- Marco się dowiedział? - spytał.
- Tak. Jest na mnie strasznie wściekły. Dziwię się, że nic mi nie zrobił - powiedziałam.
- Co ty. On nie jest taki. Nigdy w życiu nie uderzył dziewczyny - uśmiechnął się smutno. - Co chcesz teraz zrobić? - zadał pytanie. Wzruszyłam ramionami. Pozostawało mi chyba wrócić do domu. Mario chyba czytał mi w myślach.
- Nawet się nie waż - powiedział. Spojrzałam na niego z zaciekawieniem. - Nigdzie nie jedziesz. Zostajesz tutaj - rozkazał. - Możesz zostać u mnie w pokoju na noc. Będziesz spała na łóżku Mo. - zaproponował.
- Chyba nie mam innego wyjścia - uśmiechnęłam się.
- Jezus! Słyszałam co się stało! - krzyknęła Maya. Przytuliła mnie. - Jak się czujesz? - spytała.
- Normalnie. Jedyne co mnie martwi to dalsza nauka w tej szkole - jęknęłam.
- Nawet się nie waż nigdzie wyjeżdżać - mamrotała. Mario się uśmiechnął.
- Okej. Jestem strasznie zmęczona - wyszeptałam. Poszliśmy do pokoju Mario i Mo. Pożegnaliśmy się z Letinerem. Wziął walizkę i wyszedł wraz z Mayą. Ja położyłam się na łóżku kumpla.
- Śpij dobrze - wyczułam, że się uśmiecha. Włączył cicho telewizję i oglądał jakiś mecz. Poduszka i kołdra pachniały perfumami Mo. Było tak przyjemnie. W końcu, odleciałam. - Wstawaj śpiochu - obudził mnie Mario. Otworzyłam oczy. Nie wyspałam się.
- Która godzina? - spytałam, nie rozumiejąc własnych słów.
- Osiemnasta - zaśmiał się. Podskoczyłam. Na serio?! Rozmawialiśmy chwilę. Po czym rozpętało się piekło.
- Cześć stary - rzucił Marco z uśmiechem na twarzy, Mario miał już mu odpowiedzieć, ale nie zdążył. - STARY! POMAGASZ TEJ DZIWCE?! - wrzasnął. Zrobiło mi się nieprzyjemnie.
- Nie nazywaj jej tak! - krzyknął Mario w mojej obronie.
- Bo co?! - Marco robił się cały czerwony.
- Bo to wspaniała dziewczyna! - podszedł do Reusa.
- Taa, akurat - prychnął Marco. Odwrócił się napięcie i trzasnął drzwiami. Gotze spojrzał na mnie. Westchnęłam.
- Nie martw się. Przejdzie mu - uspokoił.Cały dzień przeleżałam zawinięta w koc na łóżku Mo. Myślałam o Marco. O tym wszystkim co się stało. O tym co powinnam zrobić. Z rozmyślań wyrwał mnie głos Mario.
- Nie możesz cały dzień gnić w łóżku - odwróciłam się w jego stronę. - Może gdzieś wyjdziemy? Wiem, że to nieodpowiedni moment na imprezy i w ogóle, ale nie mogę patrzeć jak leżysz bezczynnie - dodał. Usiadłam.
- To co chcesz robić? - spytałam cichym głosem.
- Chodźmy na lody - rzucił z uśmiechem. Nie muszę ukrywać, jak dwuznacznie to zabrzmiało. Zachichotałam.
- Nie możesz cały dzień gnić w łóżku - odwróciłam się w jego stronę. - Może gdzieś wyjdziemy? Wiem, że to nieodpowiedni moment na imprezy i w ogóle, ale nie mogę patrzeć jak leżysz bezczynnie - dodał. Usiadłam.
- To co chcesz robić? - spytałam cichym głosem.
- Chodźmy na lody - rzucił z uśmiechem. Nie muszę ukrywać, jak dwuznacznie to zabrzmiało. Zachichotałam.
* * *
Spacerowaliśmy po galerii. Dużo się śmialiśmy i opowiadaliśmy o sobie. O naszej rodzinie, przyjaciołach, starej szkole oraz mieście. Praktycznie o wszystkim. Zapomniałam o Marco. Wracaliśmy przez park. Mimo, że był listopad na dworze było dość ciepło.
- Pójdę po twoje rzeczy, a ty póki co możesz zatrzymać się na miejscu Moritza - powiedział bez wahania Mario kiedy dotarliśmy pod budynek. Uśmiechnęłam się serdecznie. Mogłam na niego liczyć. Ufałam mu. Był moim... przyjacielem. Udałam się bez wahania do pokoju chłopaków. Po chwili weszła Maya.
- Mam dla ciebie świetną wiadomość! - zaśmiała się.
- Huh?- spojrzałam na nią zaciekawiona.
- Przywiozłaś ze sobą praktycznie tylko ciuchy Oskara. Musimy wybrać się na zakupy Oksano - puściła do mnie oczko.
- Okej, ale nie dzisiaj - westchnęłam. Dalej nie wiedziałam co chcę zrobić z tą szkołą. Maya usiadła obok mnie.
- Nie ma sprawy. Pójdziemy jutro po zajęciach - zaproponowała. - Kiedy przyznasz się dyrektorce? - zadała w końcu męczące mnie pytanie. Wzruszyłam ramionami. Najchętniej zrobiłabym to już teraz, od razu. Ale... coś stało na przeszkodzie. STRACH. Tak, cholernie się bałam jej reakcji, że zostanę wywalona ze szkoły, że nie będę mogła doskonalić swoich umiejętności, że rodzice dowiedzą się, że skłamałam. - Nie możesz tego ukrywać - dodała.
- Wiem - odparłam zirytowana.
- Nie martw się. Nic się nie stanie - pocieszała.
- Pójdźmy do niej przed lekcją - stwierdziłam bez zastanowienia. Maya spojrzała na mnie zaskoczona. Chyba nie spodziewała się, że tak szybko się zgodzę. Ja też nie.
* * *
- Cześć stary - powiedział Mario wchodząc do mojego pokoju. Znaczy, do mojego starego pokoju. Marco leżał przybity na łóżku patrząc w sufit. Nie odpowiedział. - Przyszedłem po rzeczy Os.. Oksany - dodał. Marco pokiwał głową i zacisnął usta w wąską linię. - Proszę wybacz jej. Ona na prawdę nie chciała - próbował załagodzić sytuację.
- Już widzę jak nie chciała - prychnął i zamknął się w łazience. Gotze zaczął pakować moje rzeczy zrezygnowany. Usłyszał pochlipywanie dochodzące ze strony łazienki.
- Stary! Ty.. ty płaczesz? - spytał.
- Nie wtrącaj się! - wrzasnął. Mario próbował otworzyć drzwi, ale były zamknięte.
- Stary, otwórz. Widzę, że ci na niej zależy - powiedział. Po chwili było słychać zgrzyt zamka. Mario pchnął drzwi. - Czy.. czy.. czy ci na niej zależy? - zapytał Gotze. Reus pokiwał głową.
- Zdałem sobie sprawę, że to ta dziewczyna, z którą tańczyłem na imprezie. Te siniaki które miała na klatce piersiowej... były przeze mnie - westchnął. - Nigdy sobie nie wybaczę, że uderzyłem dziewczynę - dodał.
- To nie twoja wina. Nie wiedziałeś, że jest dziewczyną - pocieszał Mario.Nastała chwila ciszy.
- Kiedy się dowiedziałeś? - zadał pytanie Marco.
- Na kręgielni. I to w dość nietypowy sposób - odpowiedział lekko skruszony Mario - Wiesz dlaczego nie przyznała się, że jest dziewczyną? - zapytał. Marco pokiwał przecząco głową. - Bo bała się, że będzie potraktowana przez chłopaków jak w liceum - Marco spojrzał się na Mario. - Traktowali ją jak śmiecia. Myślała, że tu będzie to samo - skończył. Blondyn zwiesił głowę. - Co chcesz z tym zrobić? - spytał jeszcze, a gdy Reus wzruszył ramionami, Mario wziął walizki i wyszedł z pokoju.
_______________________________________________________________
Jejku, to pisanie wychodzi mi coraz gorzej. Kompletnie nie mam weny! :o Mam nadzieję, że jeszcze przez weekend wymyślę coś ciekawego. Póki co, miłego czytania i do nexta!
P.S Jeśli ktoś skomentuje ten post, a liczę na większość z was, proszę napiszcie swoją nazwę z twittera jeśli jesteście w posiadaniu konta. Będę was informować :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)