- Spokojnie. Mario na imprezie wytłumaczył mi wszystko. Sorry za wczoraj bracie - powiedział. Milczałam. - Gdzie się podziewałeś stary? - spytał. Nie ogarniałam o co chodzi. Spoglądałam na niego zdziwiona. - No. Wczoraj była impreza. Nie było cię na niej - zniecierpliwił się.
- Ach to! - w końcu zakapowałam. - Tak szczerze.. to nie pamiętam - wzruszyłam ramionami.
- Nie ważne! Poznałem piękną dziewczynę - powiedział. Uśmiechnęłam się.
- Gadaj - powiedziałam.
- To chyba o niej gadał Moritz wczoraj na stołówce. Rzeczywiście była nieziemsko piękna! - relacjonował. Nie mogę uwierzyć, że tak bardzo podobałam się Marco. Szkoda, że nie mogłam być sobą. Chociaż wczoraj Maya twierdziła, że lepiej się przyznać.
- To super - wystawiłam rękę by przybić żółwika.
- A! Mam twojego full capa. Zgubiłeś jak uciekłeś z pokoju. Właściwie czemu to zrobiłeś? - podał mi czapkę.
- Stary! Dziwisz się? Miałeś ochotę mnie zabić - zaśmiałam się i wstałam z łóżka.
* * *
- Oksana. Muszę ci coś powiedzieć. Wczoraj wszystko opowiedziałam Nice. Możesz jej zaufać. Nie gniewaj się - szepnęła Maya. Nika spoglądała na mnie niepewnie.
- Okej, nic się nie stało - uśmiechnęłam się. Nika odwzajemniła się tym samym.
- Mario powiedział mi, że Marco coś przez chwilę podejrzewał. Wczoraj na imprezie widział twoje siniaki i od razu pomyślał o Oskarze - powiedziała Maya.
- O kurde - przestraszyłam się nie na żarty.
- Spokojnie. Mario powiedział, że to niemożliwe - uspokoiła mnie. - Jednak powinnaś się przyznać. Wiesz, że Kuba i Moritz bardzo cię polubili - dodała. Spoglądałam na podłogę. Maya miała rację.
- Masz rację. Wkrótce im powiem - powiedziałam, machnęłam jeszcze głową na pożegnanie i poszłam do mojego stołu. Moritz gadał jak najęty o fajnej koleżance May'i, a Marco się wkurzał. Potem zmienił temat na Nikę.
- W ogóle! Tańczyłem z Niką! - krzyknął.
- Z tą koszykarką? - spytał Kuba, który cały wieczór poświęcił Agacie.
- Tak - uśmiechnął się na to wspomnienie.
- I jak bracie? Spodobała ci się? - zaśmiałam się.
- Bardzo! Jest taka sympatyczna - powiedział rozpromieniony.
- Chodzicie ze sobą? - spytał Mario.
- Jeszcze nie. Ale mam nadzieję, że to przede mną - zaśmiał się.
* * *
- Maya! Maya! - krzyczałam. Wpadłam do jej pokoju bez pukania. Niestety jej tam nie zastałam.
- Maya jest na randce z Mario - powiedziała lekko osłupiała Nika.
- Przepraszam, że ci tak wparowałam do pokoju - powiedziałam skruszona.
- Ależ nic się nie stało - zaśmiała się Nika. - Mogę ci w czymś pomóc? - spytała. Stałam i chwilę się zastanawiałam.
- Chciałabyś mnie wysłuchać? - spytałam.
- Czemu nie - wzruszyła ramionami Nika i pokazała miejsce obok siebie na łóżku. Usiadłam.
- Bo.. wyszło tak.. że po tej imprezie.. zakochałam się w Marco - wydusiłam z siebie. Spojrzała na mnie z rozdziawioną miną. - Wiem.. głupia jestem - pokręciłam głową.
- Nie coś ty! Trochę mnie zamurowało. Co ty chcesz z tym zrobić? Nie zapominaj, że jesteś Oskarem - spytała.
- Wiem - powiedziałam. - I właśnie nie wiem co z tym zrobić - zwiesiłam głowę.
- Może powinnaś się rzeczywiście w końcu przyznać? - zaproponowała.
- Chciałabym, ale czuję, że jeszcze nie czas - stwierdziłam.
- Przykro mi, ale nie wiem jak ci pomóc - powiedziała smutna.
- Postaram się o tym nie myśleć - powiedziałam. - Jak tańczyło się z Mo? - zmieniłam temat.
- Bombowo - uśmiechnęła się.
- Będziecie razem? - spytałam.
- Nie sądzę. Moritz raczej do mnie nic nie czuje. - odwróciła wzrok.
- No nie wiem. Na stołówce zapowiadało się na co innego - zaśmiałam się.
- Mówił o mnie? - znowu na mnie spojrzała.
- No - zaśmiałam się. - Nawet nie wiesz jak bardzo jest tobą oczarowany - uśmiechnęłam się. Nika była bardzo rozpromieniona. Rozmawiałyśmy jeszcze z dwie godziny i później wróciłam do pokoju.
* * *
Weszłam do pokoju. Marco grał na konsoli. Nie miał na sobie koszulki. Jezu... Czemu on mi to robił?!
- Co robisz? - spytałam.
- Gram w GTA - rzucił na odczepnego. Nie wiem co mnie opętało, ale podeszłam do niego od tyłu i go objęłam. Natychmiast rzucił padem i spojrzał się na mnie zdziwiony. Cofnęłam ręce.
- Co ty do jasnej cholery wyprawiasz?! - wrzasnął.
- Sorry. To nie tak jak myślisz - powiedziałam. Gorączkowo myślałam czy się przyznać.
- No nie wiem. Dziwnie to wyglądało. Posłuchaj.. Nie chcę cię urazić, ale nie jestem homo - powiedział i natychmiastowo wyszedł z pokoju. Świetnie. Wyszłam za nim, ale nie mogłam go znaleźć.Minęła godzina. Poszłam do stołówki na kolację. Wierzyłam, że znajdę tam Marco i będę mogła z nim porozmawiać. Ale jego nie było. Przy stole siedział tylko Mario i przeglądał szkolną gazetę. Usiadłam obok niego. Ten zaczął się śmiać.
- Co? - spytałam.
- Oskarze. Nie wiedziałem, że jesteś gejem - śmiał się dalej.
- HA HA. Bardzo śmieszne - rzuciłam.
- A tak na poważnie Oksano, jesteś bi? - spytał dalej rechocząc.
- Oj zamknij się! - krzyknęłam. - Gdzie Marco? - spytałam.
- Wystraszył się ciebie. Powiedział, żebym przyniósł mu kolację - dalej się chichrał.
- Wielkie dzięki, że mnie wspierasz - burknęłam. Do stołu podeszli Kuba i Mo. Mario uciął temat. Zaczęliśmy gadać o drużynie.
* * *
- Oskar? Mam do ciebie pytanie - zaczął niepewnie Mo. Dzisiaj ja miałam być na bramce.
- No wal stary - powiedziałam.
- Czy ty na prawdę jesteś homo? - spytał. To pytanie mnie całkowicie zbiło.
- WTF? Kto ci to powiedział? - spytałam.
- Marco - powiedział Mo.
- Że co?! Skądże! Jestem hetero - powiedziałam.
- Ja już nic z tego nie rozumiem - powiedział Moritz.
- Nie martw się. Ja też - wzruszyłam ramionami. - To co? Gramy? - spytałam, a Mo skinął głową. Kopnął w piłkę. Nie mogę uwierzyć. Obroniłam i nawet aż tak nie bolało. Byłam z siebie dumna.
* * *
- Mario! Co ja mam zrobić? - spytałam. Wzruszył ramionami.
- Nie pomogę ci w tym. Udawaj bi. Będzie śmiesznie - znowu zaczął się nabijać.
- Wielkie dzięki. Mógłbyś chociaż mnie wspierać - powiedziałam.
- Przepraszam - udawał skruchę.
- Jestem tym wszystkim zmęczona. Idę do pokoju - powiedziałam i wyszłam. Weszłam do pokoju, a tam zobaczyłam pobitego Marco. No nie. Znowu?!
- Kto Cię tak urządził? - zapytałam. - Znowu mi nie powiesz? - spytałam po dłuższej chwili.
- To nie powinno cię obchodzić - rzucił.
- No raczej powinno. Jesteśmy kumplami - powiedziałam pewnie.
- Nie zrozum mnie źle, ale na prawdę nie chcę z tobą być - ostrzegł.
- Rozumiem. Nie jestem homo - pokręciłam głową.
- To co w takim razie wydarzyło się popołudniu? - spytał zbity z tropu.
- Nie wiem o czym mówisz - udawałam, że nie mam bladego pojęcia o tym co wcześniej zaszło.
- Jesteś bi? - spytał.
- NIE! - wydarłam się wściekła. Jeśli tak ma teraz wyglądać moje życie, to ja dziękuję. Wyjęłam z apteczki wodę utlenioną i waciki i podeszłam do Marco. Zaczęłam mu obmywać rany.
- Yyy Oskar. Nie żeby coś, ale ja chętnie sam to zrobię - powiedział przestraszony Reus.
- Zamknij się. Zrobię to lepiej - powiedziałam.
- Dlaczego się tak zachowujesz? Czy ty aby na pewno jesteś hetero? - dalej w to wnikał.
- Ehh.. - westchnęłam. Już postanowiłam. Przyznam się. Ściągnęłam full capa z głowy i rozwiązałam włosy.
________________________________________________________
Rozdział 5 trochę krótki! Nie mam niestety dzisiaj weny, mam nadzieję, że wróci do mnie za tydzień :) Mam nadzieję, że z każdym postem będę miała więcej czytelników, którzy zostaną ze mną do końca tego opowiadania. 3MAJCIE się! Do nexta! :*







