sobota, 25 stycznia 2014

Rozdział 5 "Czas goi wszelkie rany. Czas zawsze prawdę ujawni. Najlepszym nauczycielem jest czas."

Poczułam lekkie szturchanie. Otworzyłam oczy. Nade mną pochylał się Marco. Gwałtownie się podniosłam.
- Spokojnie. Mario na imprezie wytłumaczył mi wszystko. Sorry za wczoraj bracie - powiedział. Milczałam. - Gdzie się podziewałeś stary? - spytał. Nie ogarniałam o co chodzi. Spoglądałam na niego zdziwiona. - No. Wczoraj była impreza. Nie było cię na niej - zniecierpliwił się.
- Ach to! - w końcu zakapowałam. - Tak szczerze.. to nie pamiętam - wzruszyłam ramionami.
- Nie ważne! Poznałem piękną dziewczynę - powiedział. Uśmiechnęłam się.
- Gadaj - powiedziałam.
- To chyba o niej gadał Moritz wczoraj na stołówce. Rzeczywiście była nieziemsko piękna! - relacjonował. Nie mogę uwierzyć, że tak bardzo podobałam się Marco. Szkoda, że nie mogłam być sobą. Chociaż wczoraj Maya twierdziła, że lepiej się przyznać.
- To super - wystawiłam rękę by przybić żółwika.
- A! Mam twojego full capa. Zgubiłeś jak uciekłeś z pokoju. Właściwie czemu to zrobiłeś? - podał mi czapkę.
- Stary! Dziwisz się? Miałeś ochotę mnie zabić - zaśmiałam się i wstałam z łóżka.


* * * 

- Oksana. Muszę ci coś powiedzieć. Wczoraj wszystko opowiedziałam Nice. Możesz jej zaufać. Nie gniewaj się - szepnęła Maya. Nika spoglądała na mnie niepewnie. 
- Okej, nic się nie stało - uśmiechnęłam się. Nika odwzajemniła się tym samym.
- Mario powiedział mi, że Marco coś przez chwilę podejrzewał. Wczoraj na imprezie widział twoje siniaki i od razu pomyślał o Oskarze - powiedziała Maya. 
- O kurde - przestraszyłam się nie na żarty. 
- Spokojnie. Mario powiedział, że to niemożliwe - uspokoiła mnie. - Jednak powinnaś się przyznać. Wiesz, że Kuba i Moritz bardzo cię polubili - dodała. Spoglądałam na podłogę. Maya miała rację. 
- Masz rację. Wkrótce im powiem - powiedziałam, machnęłam jeszcze głową na pożegnanie i poszłam do mojego stołu. Moritz gadał jak najęty o fajnej koleżance May'i, a Marco się wkurzał. Potem zmienił temat na Nikę. 
- W ogóle! Tańczyłem z Niką! - krzyknął. 
- Z tą koszykarką? - spytał Kuba, który cały wieczór poświęcił Agacie. 
- Tak - uśmiechnął się na to wspomnienie. 
- I jak bracie? Spodobała ci się? - zaśmiałam się. 
- Bardzo! Jest taka sympatyczna - powiedział rozpromieniony. 
- Chodzicie ze sobą? - spytał Mario. 
- Jeszcze nie. Ale mam nadzieję, że to przede mną - zaśmiał się. 


* * * 

- Maya! Maya! - krzyczałam. Wpadłam do jej pokoju bez pukania. Niestety jej tam nie zastałam. 
- Maya jest na randce z Mario - powiedziała lekko osłupiała Nika. 
- Przepraszam, że ci tak wparowałam do pokoju - powiedziałam skruszona. 
- Ależ nic się nie stało - zaśmiała się Nika. - Mogę ci w czymś pomóc? - spytała. Stałam i chwilę się zastanawiałam. 
- Chciałabyś mnie wysłuchać? - spytałam. 
- Czemu nie - wzruszyła ramionami Nika i pokazała miejsce obok siebie na łóżku. Usiadłam. 
- Bo.. wyszło tak.. że po tej imprezie.. zakochałam się w Marco - wydusiłam z siebie. Spojrzała na mnie z rozdziawioną miną. - Wiem.. głupia jestem - pokręciłam głową. 
- Nie coś ty! Trochę mnie zamurowało. Co ty chcesz z tym zrobić? Nie zapominaj, że jesteś Oskarem - spytała.
- Wiem - powiedziałam. - I właśnie nie wiem co z tym zrobić - zwiesiłam głowę. 
- Może powinnaś się rzeczywiście w końcu przyznać? - zaproponowała. 
- Chciałabym, ale czuję, że jeszcze nie czas - stwierdziłam. 
- Przykro mi, ale nie wiem jak ci pomóc - powiedziała smutna. 
- Postaram się o tym nie myśleć - powiedziałam. - Jak tańczyło się z Mo? - zmieniłam temat. 
- Bombowo - uśmiechnęła się.
- Będziecie razem? - spytałam.
- Nie sądzę. Moritz raczej do mnie nic nie czuje. - odwróciła wzrok. 
- No nie wiem. Na stołówce zapowiadało się na co innego - zaśmiałam się. 
- Mówił o mnie? - znowu na mnie spojrzała. 
- No - zaśmiałam się. - Nawet nie wiesz jak bardzo jest tobą oczarowany - uśmiechnęłam się. Nika była bardzo rozpromieniona. Rozmawiałyśmy jeszcze z dwie godziny i później wróciłam do pokoju. 


* * * 

Weszłam do pokoju. Marco grał na konsoli. Nie miał na sobie koszulki. Jezu... Czemu on mi to robił?! 
- Co robisz? - spytałam. 
- Gram w GTA - rzucił na odczepnego. Nie wiem co mnie opętało, ale podeszłam do niego od tyłu i go objęłam. Natychmiast rzucił padem i spojrzał się na mnie zdziwiony. Cofnęłam ręce. 
- Co ty do jasnej cholery wyprawiasz?! - wrzasnął. 
- Sorry. To nie tak jak myślisz - powiedziałam. Gorączkowo myślałam czy się przyznać. 
- No nie wiem. Dziwnie to wyglądało. Posłuchaj.. Nie chcę cię urazić, ale nie jestem homo - powiedział i natychmiastowo wyszedł z pokoju. Świetnie. Wyszłam za nim, ale nie mogłam go znaleźć.Minęła godzina. Poszłam do stołówki na kolację. Wierzyłam, że znajdę tam Marco i będę mogła z nim porozmawiać. Ale jego nie było. Przy stole siedział tylko Mario i przeglądał szkolną gazetę. Usiadłam obok niego. Ten zaczął się śmiać. 
- Co? - spytałam. 
- Oskarze. Nie wiedziałem, że jesteś gejem - śmiał się dalej. 
- HA HA. Bardzo śmieszne - rzuciłam. 
- A tak na poważnie Oksano, jesteś bi? - spytał dalej rechocząc. 
- Oj zamknij się! - krzyknęłam. - Gdzie Marco? - spytałam.
- Wystraszył się ciebie. Powiedział, żebym przyniósł mu kolację - dalej się chichrał. 
- Wielkie dzięki, że mnie wspierasz - burknęłam. Do stołu podeszli Kuba i Mo. Mario uciął temat. Zaczęliśmy gadać o drużynie. 


* * * 

- Oskar? Mam do ciebie pytanie - zaczął niepewnie Mo. Dzisiaj ja miałam być na bramce. 
- No wal stary - powiedziałam. 
- Czy ty na prawdę jesteś homo? - spytał. To pytanie mnie całkowicie zbiło.
- WTF? Kto ci to powiedział? - spytałam. 
- Marco - powiedział Mo. 
- Że co?! Skądże! Jestem hetero - powiedziałam. 
- Ja już nic z tego nie rozumiem - powiedział Moritz. 
- Nie martw się. Ja też - wzruszyłam ramionami. - To co? Gramy? - spytałam, a Mo skinął głową. Kopnął w piłkę. Nie mogę uwierzyć. Obroniłam i nawet aż tak nie bolało. Byłam z siebie dumna. 

* * * 

- Mario! Co ja mam zrobić? - spytałam. Wzruszył ramionami. 
- Nie pomogę ci w tym. Udawaj bi. Będzie śmiesznie - znowu zaczął się nabijać. 
- Wielkie dzięki. Mógłbyś chociaż mnie wspierać - powiedziałam. 
- Przepraszam - udawał skruchę.
- Jestem tym wszystkim zmęczona. Idę do pokoju - powiedziałam i wyszłam. Weszłam do pokoju, a tam zobaczyłam pobitego Marco. No nie. Znowu?! 
- Kto Cię tak urządził? - zapytałam. - Znowu mi nie powiesz? - spytałam po dłuższej chwili. 
- To nie powinno cię obchodzić - rzucił. 
- No raczej powinno. Jesteśmy kumplami - powiedziałam pewnie. 
- Nie zrozum mnie źle, ale na prawdę nie chcę z tobą być - ostrzegł. 
- Rozumiem. Nie jestem homo - pokręciłam głową. 
- To co w takim razie wydarzyło się popołudniu? - spytał zbity z tropu. 
- Nie wiem o czym mówisz - udawałam, że nie mam bladego pojęcia o tym co wcześniej zaszło. 
- Jesteś bi? - spytał. 
- NIE! - wydarłam się wściekła. Jeśli tak ma teraz wyglądać moje życie, to ja dziękuję. Wyjęłam z apteczki wodę utlenioną i waciki i podeszłam do Marco. Zaczęłam mu obmywać rany. 
- Yyy Oskar. Nie żeby coś, ale ja chętnie sam to zrobię - powiedział przestraszony Reus. 
- Zamknij się. Zrobię to lepiej - powiedziałam. 
- Dlaczego się tak zachowujesz? Czy ty aby na pewno jesteś hetero? - dalej w to wnikał. 
- Ehh.. - westchnęłam. Już postanowiłam. Przyznam się. Ściągnęłam full capa z głowy i rozwiązałam włosy. 

________________________________________________________
Rozdział 5 trochę krótki! Nie mam niestety dzisiaj weny, mam nadzieję, że wróci do mnie za tydzień :) Mam nadzieję, że z każdym postem będę miała więcej czytelników, którzy zostaną ze mną do końca tego opowiadania. 3MAJCIE się! Do nexta! :*

Rozdział 4 "Człowiek jest kowalem własnego szczęścia. Pewno dlatego tak często znajdujemy się między młotem a kowadłem..."

- Nie uwierzysz jaka laska przyszła z Mayą do Mario! - krzyknął Mo. Oboje uwielbialiśmy spędzać ze sobą czas wieczorami na boisku. Mówił o mnie. Nie wiedziałam co odpowiedzieć.
- Jaka? - zapytałam.
- Nic ci nie powiedział? - zdziwił się. - Siedzieliśmy dzisiaj w pokoju, on był zdenerwowany. Nagle przyszły Maya i jakaś dziewczyna. Miała długie falowane, brązowe włosy z różowymi i blond pasemkami. Miała takie słodkie usta. Obie były poddenerwowane. Myślisz że Mario zdradza Mayę? - opowiadał jak najęty.
- Raczej nie - powiedziałam zgodnie z prawdą. - Szkoda, że mnie tam nie było - dodałam.
- No właśnie! Gdzie ty się podziewałeś? - zapytał.
- W pokoju byłem. - powiedziałam.
- Ściemniasz stary. Byłem u ciebie - powiedział obracając piłkę w ręku.
- Może byłem w kiblu - wzruszyłam ramionami.
- Chyba że tak! - uśmiechnął się. - Gramy? - wskazał na piłkę. Pokiwałam głową.

* * *
Otworzyłam drzwi. Pragnęłam relaksującej kąpieli. W pokoju zastałam pobitego Marco.
- Stary! Kto cię tak urządził? - zapytałam i rzuciłam plecak na łóżko. Już chciałam się nim zająć, ale przypomniałam sobie, że nie jestem dziewczyną..
- A czy to ważne? - zapytał.
- Jak nie chcesz, to nie mów - powiedziałam i podałam mu wodę utlenioną i waciki. - Gdzie się podziewałeś? - zapytałam.
- Byłem w kinie - powiedział.
- I tam by cię tak pobili? - zdziwiłam się.
- A co cię to! - wrzasnął i zamknął się w łazience. Chyba nie wezmę kąpieli. Położyłam się do łóżka i zasnęłam.
* * *
- Marco.. możesz mi powiedzieć gdzie ty byłeś stary? - zapytał Mario.
- Nigdzie, a co? - zdziwił się Marco.
- Jak nigdzie? Byliśmy umówieni na kręgielnię - oburzył się Mario. Nie poruszyliśmy już tego tematu. Marco wydawał się zmęczony. Zamiast tego Moritz zaczął wypytywać Mario o "nieziemską dziewczynę" z jego pokoju.
- Jaką dziewczynę? - zdziwił się Marco.
- Żadną - prychnął Mario i spojrzał się na mnie. Mam nadzieję, że nie byłam czerwona jak burak.
- Żadną? Była nie z tej planety! - zaśmiał się Mo. "Bez przesady" pomyślałam.
- Pokłóciłeś się z Mayą? - spytał Kuba. Nieśmiały jak zwykle. Marco podniósł zaciekawiony głowę.
- No co ty! - wrzasnął Mario. - Mieliśmy małą sprzeczkę, ale wszystko w porządku - szepnął.
- Źle się czuję. Idę do pokoju - powiedziałam i wyszłam.
* * *
Szłam długą alejką, gdy nagle usłyszałam kroki za mną. To była Maya.
- Siemka Oxi - uśmiechnęła się. OXI? Wzięła mnie pod rękę.
- Siema - powiedziałam. - Jak tam ci się układa z Mario? - spytałam.
- Jest lepiej. O niebo lepiej - uśmiechnęła się.
- To dobrze. Co za ulga - ucieszyłam się. Maya mieszkała dwa piętra niżej więc odprowadziłam ją do pokoju. Potem ruszyłam schodami na moje piętro. Wślizgnęłam się do pokoju.
- Stary! Nie znałem cię od tej strony! - krzyknął blondwłosy chłopak. Odwróciłam się wystraszona.
- Jakiej strony? - zdziwiłam się. Marco popchnął mnie z całej siły. Z trudem powstrzymałam się od jęku.
- Nie udawaj. Wiem, że kręcisz z Mayą! - wrzeszczał. Zastanawiam się czy wyjdę z tego pokoju z życiem.
- Śledzisz mnie?! - wrzasnęłam na niego.
- To nie jest teraz takie ważne! - krzyknął. Wyślizgnęłam mu się i wybiegłam na korytarz. Po drodze zgubiłam czapkę, ale nie było czasu się po nią wracać. Na swojej drodze ujrzałam chłopaków. O cholera.
- O cześć piękna - uśmiechnął się Mo. Pociągnęłam za sobą Mario. Kuba i Mo wymienili się spojrzeniami i ruszyli ku pokojom.
- Oksana, co ty do cholery robisz? - spytał Mario, gdy byliśmy w bezpiecznym miejscu.
- Marco... Marco.. - nie mogłam wydusić z siebie. W klatce piersiowej czułam ból. Marco miał siłę. Zemdlałam.
 * * *

- Oksana! Halo Oksana! - krzyczał do mnie. Otworzyłam lekko oczy i ujrzałam twarz wystraszonego Mario.
- Co się stało? - spytałam zaskoczona.
- Zemdlałaś. Możesz mi powiedzieć dlaczego? - wyjaśnił. Patrzyłam się w sufit, aż w końcu sobie przypomniałam.
- Ach! Już pamiętam! - powiedziałam.
- No mów wreszcie - powiedział ożywiony.
- Wracałam ze stołówki z Mayą. Pod rękę. A potem w pokoju było istne piekło! Marco szedł za nami. Myśli, że mam romans z Mayą. Popchnął mnie. Wiesz, gdybym była chłopakiem może by mnie tak nie bolało. A potem jak uciekałam zgubiłam czapkę. - wyrzuciłam wszystko z siebie. Mario ukrył twarz w dłoniach. Mówiłam dość chaotycznie, ale chyba zrozumiał. Sądząc po minie. - Mario przepraszam - powiedziałam.
- To nie twoja wina. Cholera... Chodź do May'i. - powiedział.
* * *
Mario zapukał do drzwi.
- Proszę! - krzyknęła Nika. Zapomniałam, że Nika jest współlokatorką May'i.
- Cześć Nika - powiedział Mario, wciągając mnie do ich pokoju.
- Cześć Mario - uśmiechnęła się i spojrzała na mnie niespokojna. Kiwnęłam głową z uśmiechem. Zapomniałam, że nie mam swojego full capa.
- Hej - uśmiechnęła się Maya, wychodząc z łazienki. Wycierała ręcznikiem swoje mokre falowane włosy. - Coś się stało? - spytała widząc grobową minę Niki.
- No tak jakby - powiedział Mario.
- Nika, zostawisz nas samych? - spytała Maya.
- Jasne - powiedziała niepewnie Nika i wyszła z pokoju. Mario opowiedział całą historię May'i.
- No to przerąbane - powiedziała. - Biedna Oksana - przytuliła mnie mocno.
- Co powinniśmy zrobić? - spytałam.
- Powinniśmy to zakończyć - oznajmiła Maya.
- Jak to zakończyć?!- wrzasnęliśmy razem z Mario.
- No normalnie. Wszyscy powinni się dowiedzieć. Zróbmy tak. Dzisiaj jest impreza. Oksana pójdzie na nią jako moja koleżanka. Potem coś się wymyśli - powiedziała.
- Nie bo Moritz będzie latał za mną cały wieczór - powiedziałam.
- Nika go zajmie na całą noc - uśmiechnęła się pod nosem Maya.
* * *
- Jak się trzymasz? - spytał Marco.
- No... tak jak rano, nie? - udawał zdziwionego Mario.
- O niczym nie wiesz? Maya - nie dokończył. Zjawiłyśmy się u boku Mario.
- Maya co? - spytał Mario.
- Zdradza cię - powiedział Marco. Mario i Maya zaśmiali się.
- Ile wypiłeś? - spytała Maya.
- Nic! - próbował bronić się Marco.
- Daj już spokój. Wiem z kim widuje się Maya. Chyba może mieć przyjaciela, prawda? - zaśmiał się Mario. - To jest jej koleżanka, Oksana - przedstawił mnie Reusowi.
- Hej piękna - uśmiechnął się. Ciekawe co by zrobił gdyby wiedział, że jestem Oskarem. - Zatańczysz? - spytał. Wow. Marco proponuje mi taniec! Podałam mu rękę i ruszyliśmy na środek sali. Objął mnie. Zaczęliśmy się kołysać w rytm wolnej muzyki. - Mogę wiedzieć, skąd jesteś? - spytał promiennie się uśmiechając. Usiłowałam sobie przypomnieć skąd jest Maya. A no tak.
- Z Krakowa - powiedziałam odwzajemniając uśmiech.
- Ja z Dortmundu - nie przestawał się uśmiechać. Mo chciał ze mną zatańczyć, no ale Marco nie odchodził ode mnie o krok. Więc nie było szans. Było już przed północą.
- Ktoś cię pobił? - spytał widząc, że nad moją klatką piersiową widniał siniak. Miałam ich więcej, zakrytych sukienką.
- Nie nie - powiedziałam poddenerwowana. - Ja już pójdę. Za godzinę mam pociąg do Krakowa - powiedziałam.
- Odwieźć cię? - spytał.
- Nie. Brat mnie odwozi - uśmiechnęłam się. - Masz nieziemski uśmiech - pocałowałam go lekko w usta. Odwróciłam się. Moje falowane włosy zawirowały w powietrzu. Szybkim krokiem ruszyłam ku drzwiom. W pokoju przebrałam się w męskie ciuchy i ubrałam innego full capa. Nie mam pojęcia gdzie podział się ten drugi. Może ma go Marco. Położyłam się do łóżka. 

________________________________________________________________-
Hej :) Jest rozdział 4. Przykro mi, że mam tak mało czytelników. Zastanawiam się czy pisać to dalej...

piątek, 24 stycznia 2014

Rozdział 3 „To jest prawdziwa przyjaźń – osłaniać innych nawet kosztem siebie”

- Jezu! Sorry za spóźnienie! - krzyknęłam. Byłam spóźniona z piętnaście minut.
- Spóźniaj się ile chcesz, nasz trener przychodzi dopiero za dwadzieścia. - zaśmiał się Mario. Szczęka mi opadła.
- Sorry. Zapomniałem ci powiedzieć. - zaśmiał się Marco.
- Świetnie. To ja lecę na złamanie karku, a wy.. właściwie co wy robicie? - wkurzałam się.
- Oglądamy trening dziewczyn. - powiedział Moritz. Usiadłam obok nich i nadal wściekła obserwowałam trening dziewcząt.
- Idziemy do nich zagadać? - spytał Mario.
- Jeszcze pytasz! - prychnął Marco i obaj skierowali się w stronę grających dziewczyn.
- Idziemy? - skierowałam pytanie do Moritza i Kuby.
- Czemu nie. - uśmiechnął się Mo i popchnął Kubę przed siebie.
- Siema dziewczynki. - powiedział Marco.
- Hej. - odpowiedziała dziewczyna widziana przez nas na stołówce. Zaczęliśmy się przedstawiać. - Jestem Maya. - uśmiechnęła się.
- Wyskoczymy gdzieś? - spytał Mario.
- Słucham? Dopiero mnie poznałeś. - zachichotała.
- To co z tego? - nie dawał za wygraną.
- No dobra. - uśmiechnęła się i spojrzała w moją stronę. Pospiesznie schowałam włosy wystające spod full capa. Maya chyba domyśliła się, że jestem dziewczyną.
- Chłopcy! - rozległ się gwizdek. Trener wołał nas na lekcję. 
 
* * *

Postanowiłam wrócić do pokoju okrężną drogą sama.
- Hej! Zaczekaj! - usłyszałam za plecami damski głos. Stanęłam i odwróciłam się. - Nie masz na imię Oskar, prawda? - uśmiechnęła się.
- Co? Coś sugerujesz? - udawałam.
- Przestań kłamać. Nikomu nie powiem. Spokojnie. - powiedziała. Zaufałam jej.
- Jestem Oksana. - ściągnęłam full capa z głowy i rozwiązałam włosy.
- Dlaczego udajesz chłopaka? - uśmiech nie schodził jej z twarzy. Chyba sądziła, że jestem jakąś kretynką.
- Wiesz.. dyskryminacja. Chłopcy mogą grać w nogę, a dziewczyny nie. - powiedziałam.
- Żartujesz? - zdziwiła się.
- Nie. W liceum chłopcy naśmiewali się, że jestem dziewczyną, że jestem cienka w gałę. - przyznałam.
- Ojj, nie mów tak. Po prostu trafiłaś na bandę kretynów. Widzisz, że tu wszyscy nie zwracają uwagi na twoją płeć. Możesz nawet zapisać się na boks, a będą cię traktować normalnie. - powiedziała.
- Chyba masz rację. No ale już pozamiatane. Co by powiedzieli gdyby nagle zamiast Oskara zobaczyli Oksanę? - zwiesiłam głowę.
- Na pewno byliby zdziwieni, ale nie mieliby tobie tego za złe. - powiedziała.
- Umówmy się, że wiesz o tym tylko ty. - powiedziałam.
- Okej, jasne jak chcesz. - zgodziła się. Związałam włosy, założyłam full capa i obie ruszyłyśmy w stronę ośrodka.
 
* * *
 
Leżałam na łóżku, gapiąc się w sufit. Rozległo się pukanie do drzwi. Niechętnie podniosłam się i je otworzyłam.
- O siema. - powiedziałam. Na korytarzu stał Mario.
- Jest Marco? - zapytał.
- Nie - powiedziałam.
- A gdzie jest? - zapytał.
- Nie wiem, mówił coś o kinie - powiedziałam zgodnie z prawdą.
- Kinie? Żartujesz?! Przecież umówiliśmy się na kręgle - zdziwiłam się. Ciekawe z kim wybrał się do kina. Pokazałam ręką, żeby wszedł do środka. Zamknęłam drzwi. Mario usiadł na łóżku współlokatora.
- Wiesz, mówił, że idzie z tobą i jeszcze paroma kumplami - powiedziałam.
- Dziwnie się ostatnimi czasy zachowuje - prychnął Mario. - Masz ochotę iść do kręgielni ze mną? - uśmiechnął się nieziemsko.
- W sumie czemu nie. I tak nie mam nic do roboty. - zaśmiałam się.
 
* * *
 
Na kręgielni wszyscy znali Mario. Dziwnie było iść obok popularnego chłopaka. Nie ukrywam. Był popularny. Od roku grał w szkolnej drużynie i był coraz lepszy.
- Nie ma Marco? - złapał Mario za ramię jakiś dobrze zbudowany blondyn.
- Nie, dzisiaj jest Oskar - uśmiechnął się Mario. Przybiłam żółwika z chłopakiem.
- Siema stary, jestem Łukasz. - przedstawił się.
- Siema. - rzuciłam. Stanęliśmy przy naszym stanowisku, które było wielokrotnie rezerwowane przez moich kumpli. Nie sądziłam, że kręgle to taka świetna zabawa. Z początku tylko się przyglądałam, bo nigdy nie byłam na kręgielni, ale potem dołączyłam się do Mario. Najpierw gadaliśmy o lidze, drużynie, mistrzostwach. Potem przeszliśmy do tematu o dziewczynach.
- Podoba ci się jakaś? A może masz jakąś? - spytał.
- O tak, mieszka we Wrocławiu. - skłamałam.
- Czemu nic nie mówiłeś? - usiadł przy stoliku. Zrobiliśmy sobie przerwę. Napił się coli.
- Jakoś tak.. wolę o niej nie rozmawiać, trochę tęsknię. - wyrzuciłam.
- Ahaa spox - zaśmiał się. - Mogę chociaż wiedzieć jak ma na imię? - spytał.
- Jessica. - wymyśliłam na poczekaniu. Jessica to moja koleżanka z liceum. Bardzo za nią tęsknię. Ona studiuje we Wrocławiu.
- Ładne ma imię - powiedział.
- A ty kogoś kochasz? - zapytałam.
- Bardzo podoba mi się Maya. Jest nieziemsko ładna! - zamyślił się. Uśmiechnęłam się na ten widok. Dziewczyna ma piękne włosy, oczy, twarz i ma świetny styl! A do tego jej charakter. Wiedziałam, że mogę jej zaufać.
- No tak. Dziewczyna grająca w nogę - nie przestawałam się uśmiechać.
- Takie są najlepsze. Niby twarde bo na boisku trzeba być twardym, a jednak są wrażliwe - wyraził swoje zdanie, a ja znowu wiedziałam, że popełniłam błąd. Mam nadzieję, że ten rok szybko minie, a ja będę mogła się "wypisać" i przyjść jako Oksana. - Mam rację? - wyrwał mnie z zamyślenia.
- No pewnie - przyznałam mu rację.
- Co robi Jessica? - zapytał.
- Studiuje medycynę, a poza tym zajmuje się muzyką - powiedziałam. Jessica jest bardzo utalentowana i w liceum była w klasie biol-chem. Ja zdecydowanie wolałam humana. Mimo to miałyśmy dobry kontakt i widziałyśmy się na przerwach oraz na hiszpańskim.
- Musi być bardzo inteligentna - przyznał Mario. Miał zaskoczony wyraz twarzy. Nie dziwię się.
- No pewnie. Idę do kibla - powiedziałam i ruszyłam. Nie wiedziałam tylko do którego wejść. Damskiego czy męskiego? Pchnęłam drzwi z tabliczką z napisem "TOALETA DAMSKA". Na szczęście nikogo nie było. Ściągnęłam full capa i rozpuściłam włosy. Spojrzałam się w lustro. Nie wiem ile spędziłam tam czasu, ale chyba dość dużo, bo nagle otworzyły się drzwi. Stanęła w nich Maya, a za nią widziałam Mario...
- Przypudruję tylko nosek i zaraz wrócę. - powiedziała zestresowana Maya, ale nie podziałało. Mario wtargnął za nią do toalety. Spojrzałam w dół. No tak.. w ręce trzymałam czapkę.
- Kim ty do cholery jesteś?! - wrzasnął Mario.
- Zaraz ci wszystko wyjaśnię - powiedziałam. Stres mnie zżerał. Mayę chyba też.
- Nie musisz. Wiem o co ci chodziło. Chciałaś wykorzystać mojego kumpla! - był cały czerwony.
- Daj spokój! To nie tak kochanie! - próbowała go udobruchać Maya.
- Ty lepiej też nic nie mów - nieco się uspokoił. - Wiedziałaś o tym i nic mi nie powiedziałaś - powiedział.
- Zrozum. Ona jest moją przyjaciółką - starała się wytłumaczyć, ale nic z tego.
- Nie żyjesz! - chciał mnie uderzyć, ale w pomieszczeniu znalazły się dwie dziewczyny.
- POMOCY POMOCY! W toalecie jest gwałciciel! - wrzeszczały a po chwili w toalecie znalazł się ochroniarz. Już widzę jakie będę miała kłopoty.
- Nic się nie stało? - spytała rudowłosa dziewczyna.
- Nie nie. Wszystko w porządku - powiedziałam na odczepnego. Obie ruszyły do drugiego pomieszczenia, w którym znajdowały się kabiny. Maya spojrzała na mnie smutna. Musiałam źle wyglądać. - Co teraz? - zapytałam.
- Nie wiem. Wracajmy do akademika. Coś wymyślimy - powiedziała.
 
* * *
 
 
- Czy Mario jest twoim chłopakiem? - zapytałam.
- No... tak - pokiwała głową.
- Jezu! Tak bardzo cię przepraszam! Zepsułam wasze relacje! - zaczęłam płakać i smarkać w kolejną chusteczkę.
- Nie martw się tym. Ty jesteś ważniejsza - przytuliła mnie mocno. - A teraz chodź - uśmiechnęła się. - Nie możemy dopuścić do tego, żeby się wygadał - pociągnęła mnie za rękę.
 
* * *
 
- Czego chcecie? - spytał naburmuszony.
- Chcemy wyjaśnić ci całą sytuację - zaczęła Maya.
- Mario, słuchaj. Nie chciałam, żeby tak wyszło. Proszę wysłuchaj mnie - spojrzałam na niego błagalnym tonem.
- Dobra, wejdźcie - skinął głową. Posłusznie wkroczyłyśmy do pokoju. Widać, że był kumplem Marco. Wszędzie walały się ubrania. W pokoju był Mo. No tak. Mieli razem pokój. Spojrzał zdziwiony w moim kierunku.
- Okej. To ja was zostawię samych - powiedział i wyszedł z pokoju. Najprawdopodobniej do Kuby.
- Więc o co chodziło w tym całym spisku? - spytał Mario opierając się o parapet.
- To nie był żaden spisek. Maya dowiedziała się o tym wczoraj - powiedziałam. - Zapisałam się do tej szkoły jako Oskar ze względu na to, że w liceum uważali mnie za idiotkę, kompletne beztalencie. Wszyscy uważali, że dziewczyna nie potrafi grać w nogę - opowiedziałam mu całą historię. Mario uspokoił się.
- Dobra. Nie powiem nic nikomu. Rozumiem Cię. Ale wiedz, że ciężko mi będzie okłamywać kumpli. I nie obiecuję, że im w jakimś czasie nie powiem - wzruszył ramionami. - To jak masz na imię? - spytał.
- Oksana - wyszeptałam i głośno przełknęłam ślinę. Pokiwał głową.
- Możecie już sobie iść? - spytał.
- Jasne - powiedziałam i podniosłam się z łóżka idąc w stronę drzwi. Maya ruszyła za mną.
 
* * *
 
Pchnęłam drzwi stołówki. Nie miałam ochoty na jedzenie, ale mimo to zjawiłam się tam. Zobaczyłam niedaleko siebie Mayę i Mario.
- Mario. Co z nami będzie? - spytała Maya.
- Nie wiem. Myślałem, że mogę ci zaufać - powiedział.
- Bo możesz! Nie zrozum mnie źle, ale polubiłam Oksanę i musiałam zachować jej tajemnicę - powiedziała zrozpaczona.
- Dobrze. Jestem w stanie to zrozumieć. Przemyślę to, okej? - poklepał ją po ramieniu i odszedł do pustego stołu. Najwidoczniej chłopcy jeszcze się nie zjawili. Podbiegłam do May'i.
- Jest mi z tym źle, że nie jesteście razem - powiedziałam.
- Oksana, daj spokój. Będzie dobrze. Trzeba patrzeć na wszystko z optymizmem - próbowała mnie uspokoić, ale nie udało jej się. Ruszyła w stronę stolika, przy którym siedziała Nika. Ja usiadłam przy moim stoliku koło Mario.
- Mario. Błagam cię. Mi nie musisz tego wybaczać, ale wybacz May'i. Ona cię kocha - powiedziałam.
- Oksana. Wiem. Ale muszę to przemyśleć - powiedział. Rozumiałam go. Niby wydawałoby się, że jest tylko podrywaczem, ale do May'i chował prawdziwe uczucie. - Nie chowam już do ciebie urazy. Ale jest mi ciężko okłamywać kumpli - dodał. To też rozumiałam. Nie umiałabym oszukać May'i ani Jessicy.
- Dzięki - lekko się uśmiechnęłam. Po chwili zjawili się Mo i Kuba. Obaj patrzyli zdziwieni na Mario. Jeszcze nie podejrzewali, że tą dziewczyną z pokoju ich kumpla byłam ja.


__________________________________________________
I jest rozdział 3 :) Na razie o wszystkim wiedzą tylko Maya i Mario.
A tak btw, co robił Marco w tym czasie? Jak myślicie? 3:)
Liczę na szczere komentarze, do nexta :*

niedziela, 19 stycznia 2014

ROZDZIAŁ 2 "Głupstwo jest wielkie jak morze, wszystko w sobie pomieści"

Otworzyłam oczy. Promienie słońca oświetlały cały pokój. Marco jeszcze spał. Wyglądał tak słodko. Chwyciłam za ubrania i pobiegłam na paluszkach do łazienki. Odświeżyłam się, ubrałam. Wyszłam z łazienki zamierzając udać się na stołówkę na śniadanie. Nieźle burczało mi w brzuchu. Już otwierałam drzwi gdy nagle usłyszałam za plecami.
- Stary! Usiądź obok chłopaków w żółtoczarnych koszulkach! - krzyknął Reus.
- Spoko! - odkrzyknęłam i wyszłam. Zeszłam po schodach na dół i wyszłam z budynku. Było troszkę chłodno. Ruszyłam alejką w stronę stołówki. Pchnęłam drzwi. Jak na taką porę stołówka pękała w szwach. Przebijałam się między ludźmi usiłującymi znaleźć wolne siedzenia albo stojącymi w kolejce po jedzenie. Wypatrywałam w tłumie żółtoczarnych koszulek. Jest! Przy stole siedziało trzech chłopaków. Dobrze zbudowany, wysoki blondyn ze szczerym uśmiechem. Drugi z ciemnymi, postawionymi włosami, o słodkiej twarzy i uśmiechu gadał o czymś najęcie. Trzeci siedział ze słuchawkami w uszach i czytał gazetę Borussii Dortmund. Był wysoki, zamyślony. Miał mądre oczy. Podeszłam pewnie do stolika.
- Siema! - rzuciłam. Blondyn odwrócił wzrok od rozmówcy, tamten przestał nawijać, a trzeci podniósł głowę znad gazety i wyjął jedną słuchawkę z uszu.
- Cześć? - zdziwił się ten o słodkiej twarzy.
- Jestem Oskar, współlokator Marco - powiedziałam.
- Aaaa to ty – zaśmiał się chłopak z gazetą i podał mi swoją dłoń. - Jestem Moritz – uścisnął mocno moją rękę. Ała..
- Jestem Mario. - powiedział gadatliwy kolega Marco.
- A ja jestem Kuba. - uśmiechnął się nieśmiało blondyn. Zajęłam miejsce obok Kuby. Mario kontynuował. Nawijał o nadchodzącym nowym sezonie i o pucharze, który muszą zdobyć ze szkolną drużyną. Nagle odwrócił wzrok na drzwi wejściowe do stołówki i ucichł. Kuba i Moritz również tam spojrzeli. Zaciekawiona się odwróciłam. Do stołówki wkroczyły dwie dziewczyny. Pierwsza o długich, brązowych lekko falowanych włosach, w długim ciepłym sweterku i ślicznych oczach. Druga miała długie, cieniowane, brązowe włosy, na głowie czerwonego full capa i czerwoną bejsbolówkę. Miała śliczne zielone oczy i długie rzęsy. Obie ruszyły w stronę stolika, w którym zwolniły się miejsca.
- Ale laski. - uśmiechnął się Mario. Nagle przybiegł Marco.
- Widzieliście je? - zapytał.
- Trudno było nie zauważyć. - odpowiedział Mario.
- Mamy nowe uczennice na Uniwersytecie. - zaśmiał się Marco. - Prawdopodobnie ta jedna będzie grała w nogę, a druga w kosza. - dodał. Nogę? Serio? Ci chłopcy tolerowali dziewczyny grające w nogę! A nawet je ubóstwiali!
- Podobają ci się? - zwrócił się do mnie Mario.
- Yy, ee.. no jasne. - powiedziałam.
- Co z tobą? - zdziwił się Marco.
- Jestem głodny. - odpowiedziałam i ruszyłam w stronę długiej kolejki.

* * *
Szłam w stronę boiska. Było ciemno. Alejkę oświetlały piękne, weneckie latarnie. Skąd oni je tu wytrzasnęli?! W rękach trzymałam piłkę. Zamierzałam trochę pokopać. Jutro mam pierwszą lekcję. Otworzyłam furtkę i weszłam na boisko. Tu też działało oświetlenie. Na szczęście. Chciałam rozwiązać włosy, ale zobaczyłam w oddali jakiegoś człowieka. Zbliżałam się do niego.
- Siema Oskar! - krzyknął Moritz.
- Siema! - uśmiechnęłam się. To był Mo. Nie było szans na rozwiązanie włosów i bycie sobą.
- Co tu robisz? - spytał.
- Chciałem trochę pokopać. - powiedziałam nieśmiało. - A ty? - zapytałam.
- Uwielbiam spędzać na boisku każdy wieczór. - uśmiechnął się. - Pogramy? - spytał.
- Jasne. - uśmiechnęłam się. Mo zajął miejsce na bramce. Uff, co za szczęście. Pewnie nieźle bym od niego oberwała. Ustawiłam się przy piłce i zaczęłam strzelać wolne.

  * * *
- To do zobaczenia jutro na śniadaniu! - zaśmiał się Moritz. - Fajnie się kopało. - dodał.
- No jasne, nara! - krzyknęłam i ruszyłam w stronę swojego pokoju. Marco spał. 

____________________________________
I jest kolejny rozdział :) Liczę na motywujące komentarze do dalszego pisania :)  

sobota, 18 stycznia 2014

Rozdział 1 "Moje słowa nie odpowiadają moim myślom, a to poniża moje myśli..."

Zajechaliśmy pod wielki budynek szkolny. Uniwersytet ma na celu wyrzeźbić nowych sportowców. Z obawy o to, że w naszym kraju jest dyskryminacja i dziewczyny nie powinny grać w nogę, zapisałam się do szkoły jako chłopak. Mam na imię Oksana. Do szkoły zapisałam się jako Oskar. Rodzice nic nie wiedzą. Na szczęście już pojechali. Ruszyłam przed siebie ciągnąc walizkę. Ubrana byłam w jeansowe spodnie, koszulę w kratę oraz full capa. Dyrektorka przywitała mnie serdecznie i wskazała dalszą drogę. Wręczyła mi klucz. Ruszyłam przed siebie alejką. Po chwili znalazłam się przy budynku, w którym znajdowały się pokoje uczniów. Ciekawe z kim miałam go dzielić. Włożyłam klucz w zamek, przekręciłam i pchnęłam drzwi. W pokoju był straszny bałagan! Wszędzie walały się koszule, gacie i skarpety. Zamknęłam drzwi i ruszyłam ku nieruszonemu łóżku. Zaczęłam się wypakowywać gdy nagle usłyszałam za plecami "Hej". Odwróciłam się gwałtownie. Za mną stał wysoki blondyn, miał szczoteczkę w ręku, najwyraźniej przerwał mycie zębów. Wysportowany, piękne oczy i sympatyczny uśmiech. Wydawał się miły. Przynajmniej taka nawiedziła mnie pierwsza myśl.

- Hej. - przybrałam w miarę męski głos.

- Jestem Marco, a ty? - zapytał. Już miałam powiedzieć, że mam na imię Oksana, ale w ostatniej chwili się opamiętałam.

- Oskar. - odpowiedziałam.

- Sorry za ten bałagan. - rzucił i wrócił do łazienki.

- Ech, spoko.. - wyszeptałam. Nie znosiłam bałaganu. No przyznam. Mój pokój nie zawsze był idealnie wysprzątany, ale nie miałam porozrzucanych ubrań.

- Co mówiłeś? - krzyknął z łazienki.

- Nic! - rzuciłam i szybko wpakowałam bieliznę do szafki. Ciekawe co by sobie pomyślał na widok staników Oskara...Z łazienki dobiegły mnie głosy prysznica. Oj chyba prędko nie wyjdzie. Uporządkowałam swoje ciuchy w szafie. Po chwili padłam na łóżko i zajrzałam na fejsa.

- Ej stary! Na co się zapisałeś? - spytał.

- Na gałę, a ty? - odpowiedziałam.

- Też. - zaśmiał się, złapał za piłkę i wyszedł. Aha. Fajnie. Nawet nie zaproponował żebym z nim poszła. I zostawił ten okropny bałagan! Leżałam bezczynnie gapiąc się w ekran telefonu chyba z godzinę! W końcu postanowiłam, że wezmę prysznic bo się ściemniało. I niebawem pewnie wróci współlokator. Chwyciłam za potrzebne rzeczy i poszłam do łazienki. Weszłam pod prysznic. Usłyszałam trzaśnięcie drzwi. Oho.. Marco wrócił. Wytarłam się pospiesznie i zaczęłam ubierać gdy nagle zdałam sobie sprawę, że nie wzięłam koszulki.

- CHOLERA! - zaklęłam.

- Co się stało? - dobiegł mnie głos Marco.

- Zapomniałem koszulki! - krzyknęłam.

- To co z tego? Nie możesz sobie jej tak po prostu wziąć? - zdziwił się. Faktycznie. Nie pomyślałam, że wpakuję się w takie coś.

- Nie bo się wstydzę.. - wyszeptałam.

- Zwariowałeś?! Nie jestem gejem! - odkrzyknął. - Zaraz ci ją podam. - dodał. Opatuliłam się pospiesznie ręcznikiem. Uchylił drzwi i podał mi koszulkę bez zaglądania.

- Dzięki. - powiedziałam. Ciekawe kiedy to wszystko się wyda...


__________________________________________
 I jest rozdział pierwszy :) Mam nadzieję, że wam się spodoba. Liczę na komentarze. Buziaki :* 

Bohaterowie

Oksana, lat 20. Zapisuje się do sportowej
szkoły policealnej na piłkę nożną jako Oskar. 
Poznaje Marco Reusa i zakochuje się w nim. 
 
 
Maya, lat 20. Poznaje Oksanę w szkole gdy ta
podawała się za Oskara. Obiecuje, że 
nikomu nie powie. Zakochuje się w Mario.
 
 
Asteya, lat 20. Chodzi do tej samej
szkoły na boks. Poznaje dziewczyny na 
wycieczce szkolnej. Zakochuje się w 
Kubie.
 
 
Nika, lat 20. Zaprzyjaźnia się z Oksaną, 
Mayą i Asteyą. Gra w kosza.
Zakochuje się w Moritzie. 

Marco Reus, lat 21. Chodzi do tej 
szkoły od roku. Dzieli pokój z Oksaną,
nie wiedząc, że jest ona dziewczyną. 
W końcu poznaje prawdę. 
 
 
Mario Goetze, lat 21. Chodzi do tej 
szkoły od roku. Kumpluje się z Marco. 
Jako pierwszy poznaje sekret Oksany. 
 
 
Kuba Błaszczykowski, lat 22. Najstarszy z całej paczki. 
Chodzi do szkoły od 2 lat i jest kapitanem
szkolnej drużyny piłki nożnej. Jest nieśmiały.
Nie ma odwagi przyznać się, że kocha Astey'ę.
 
 
Moritz Leitner, lat 21. Kumpluje
się z chłopcami. Chodzi do tej szkoły 
od roku. Uwielbia przebywać czas
na boisku wieczorami w samotności.