poniedziałek, 17 lutego 2014

Rozdział 8 "Tak się zas­ta­nawiam czy nie jes­teśmy częścią ja­kiejś ko­medii pi­sanej przez psychopatę"

Znów ten dziwny koszmar. Tym razem zaczął się inaczej.


Oglądałam telewizję. Prawie mi się przysypiało gdy nagle usłyszałam "PSYCHOPATA NA WOLNOŚCI". Otworzyłam oczy najszerzej chyba jak umiałam. Spojrzałam w jasno świecący telewizor. Zerwałam się z kanapy, pobiegłam do przedpokoju. Szybkim ruchem narzuciłam na siebie kurtkę i wybiegłam na klatkę schodową. Biegłam po schodach w dół, wybiegłam bocznymi drzwiczkami, z których korzystał dozorca. Usłyszałam krzyki. Było ciemno. Środek nocy. Biegłam wąską uliczką między obdrapanymi blokami. (...)

 
Obudziłam się. Czy to możliwe, żeby sen powtórzył się parę razy? Przez okno wpadały już pierwsze promienie słońca. Leniwie podniosłam się z łóżka, ubrałam za dużą bluzę Mario. Aż nie wierzę, że nadal jej mu nie oddałam. Już nigdy w życiu nie pożyczy mi żadnej bluzy. Włożyłam na nogi trampki i wyszłam z pokoju zatrzaskując drzwi. Starałam się iść cicho, bo większość studentów o tej porze jeszcze spała. Ja z resztą też bym spała gdyby nie ten sen. Popchnęłam ciężkie drzwi od stołówki. Parę głów podniosło się i spojrzało w moją stronę. Jednak nikogo z tych uczniów nie znałam. Odwróciłam się i popędziłam na boisko. Usiadłam na zimnym krześle na trybunie. Trawa była jeszcze mokra. Z zamyślenia wyrwał mnie odgłos kroków na żwirku. Odwróciłam się w tamtą stronę. Po tym koszmarze w moim umyśle kłębiły się takie dziwne historie, że mogłam przysiąc iż w pierwszej chwili myślałam, że to duch. Była to jednak dziewczyna o niezbyt bladej, idealnej cerze, delikatnym uśmiechu, jasno niebieskich oczach i długich, falowanych, brązowych włosach. Usiadła obok mnie. Spoglądałam na nią. Nie wiedziałam czego ode mnie chce.
- Grasz w nogę? - spytała po dłuższej chwili milczenia. Pokiwałam twierdząco głową, nie wiedząc do czego przydatna jej będzie ta informacja. - Ja chodzę na boks - uśmiechnęła się szerzej. Widziała, że na nią patrzę i nic nie mówię więc kontynuowała. - Czemu siedzisz tutaj sama? - zamyśliłam się na chwilę.
- Miałam koszmar, na stołówce nikogo nie było więc przyszłam tutaj - powiedziałam obojętnie. Dziewczyna pokiwała głową na znak, że rozumie.
- Jestem Asteya - uśmiechnęła się wyciągając do mnie rękę. Zdziwiłam się trochę, ale ten gest świadczył o jej dobrym zachowaniu i wiedziałam, że ją polubię.
- Oksana - również podałam swoją dłoń.
- Wiem - zaśmiała się cicho - Oskarze - dodała. Spojrzałam na nią zaciekawiona.
- Marco jest dość popularnym chłopakiem w szkole. Wiedziałam, że miał współlokatora Oskara. Potem widziałam ciebie z długimi włosami - wyjaśniła.
- Och.. - westchnęłam - Zaraz.. nikomu nic nie powiedziałaś? Przecież mogłaby być z tego super sensacja! - powiedziałam entuzjastycznie.
- Co ty. Taka nie jestem - zaśmiała się. - Poza tym teraz jesteśmy sąsiadkami - dodała. Znów byłam zaciekawiona. - Mam pokój koło twojego - puściła do mnie oczko i szturchnęła mnie lekko w bok. - Jak przyśni ci się znów jakiś koszmar to wpadaj do mnie - powiedziała posyłając szczery uśmiech, po czym wstała i ruszyła w stronę stołówki.
- Dziękuję! - zawołałam. Wiedziałam, że uśmiech nie schodzi jej z twarzy. Była bardzo optymistyczną osobą. Już zdążyłam ją polubić. Nastała godzina 8.30 więc postanowiłam udać się na stołówkę. Promienie ciepłego słońca przedzierały się pomiędzy gałęziami drzew. Szłam alejką, mając nadzieję, że spotkam tam już Mayę i Nikę i będę mogła im opowiedzieć o moim śnie. Nie myliłam się. Nika leżała na stole i dalej spała, a Maya słuchała muzyki i przeglądała jakąś gazetę. Usiadłam bez słowa obok Niki. Podniosła głowę zaspana. Włosy miała tak rozczochrane, że szkoda gadać.
- Hej - przywitała się ze mną Maya, a Nika skinęła do mnie głową. Uśmiechnęłam się.
- Słuchajcie. Miałam okropny sen! - chciałam zacząć temat, ale zauważyłam, że Maya zadławiła się kawałkiem kanapki. W końcu się uspokoiła, ale nadal z przerażeniem wpatrywała się w gazetę.
- Co się stało? - spytała Nika słabym głosem. Najwidoczniej nadal spała.
- Zamknęli jakiegoś psychopatę! - krzyknęła wyciągając słuchawki z uszu. Spojrzałam na gazetę. Była z naszego miasta.
- Żartujesz! - zaśmiała się Nika. Zdecydowanie należała do zwariowanych dziewczyn.
- Nika! To nie jest śmieszne! - powiedziała zaniepokojona Maya.
- A wiesz co się stało? - spytałam.
- Zabił parę osób - przeczytała w gazecie - Stwierdzono u niego chorobę psychiczną - dodała.
- Huhuhu - Nika rozbudziła się już całkowicie. Szturchnęłam ją.
- Wiecie co? Od dwóch nocy śni mi się jakiś facet, który dusi innego mężczyznę - powiedziałam. Nie wiedziałam czy sen ma coś wspólnego z psychopatą, ale i tak miałam im go opowiedzieć prędzej czy później.
- Chcesz powiedzieć, że przyśniło ci się dzisiejszej nocy to samo co wczorajszej? - zdziwiła się Maya.
- No.. - przygryzłam wargę.
- Myślisz, że ma to coś wspólnego z tą całą akcją? - nie przestawała się na mnie patrzeć.
- Oksana jest jasnowidzem! - ucieszyła się Nika. Spojrzałyśmy się na nią rozbawione. - No co? - wzruszyła ramionami.
- Chyba czarnowidzem.. - westchnęła Maya.
- Co mam z tym zrobić? - spytałam.
- Nie wiem - Maya wzruszyła ramionami - Może powinnaś zrobić eksperyment. Wiesz, sprawdzić czy tej nocy przyśni ci się to samo - powiedziała.


*NIKA POV*

Szliśmy ulicą w stronę uniwersytetu z kubkami ciepłej kawy ze Starbucksa.
- Podobało ci się? - spytał Mo.
- No jasne - uśmiechnęłam się i wzięłam łyk kawy.
- Komu kibicowałaś? - spytał.
- Oczywiście, że Dortmundowi - wywróciłam oczami. Przygryzł wargę po czym mocno mnie przytulił. Było tak ciepło i przyjemnie. Zaburczało mi w brzuchu. Przygryzłam wargę mając nadzieję, że nie słyszał. Czułam, że się rumienię.
- Jesteś głodna? - spytał cicho się śmiejąc. Przytaknęłam. Teraz to już na pewno moje policzki były czerwone jak nos Rudolfa! - Chodź - wyszeptał mi do ucha i pociągnął za rękę do pobliskiej restauracji. Zjedliśmy pyszną pizzę, a potem wróciliśmy do pokoi. Ten wieczór zdecydowanie należał do najlepszych! A noc miała być jeszcze lepsza..

*OKSANA POV*

Opowiadałam akurat May'i o dziewczynie, która rozmawiała ze mną na boisku dziś rano gdy do pokoju wpadła Nika cała w skowronkach. Zamknęła drzwi i przylgnęła do nich plecami.
- Jak tam mecz? - spytałam.
- C...co? - Nika wyrwała się z rozmyślań.
- Pytam jak mecz - zaśmiałam się.
- A dobrze. Wygraliśmy - podeszła do swojej szafy.
- Co ty knujesz kochanie? - spytała Maya.
- Nic, nic - zapewniła Nika, pakując różne rzeczy do torebki. Nagle do pokoju wpadł Mo.
- MAM GUMKĘ! - ucieszył się. Nika gwałtownie się zarumieniła, a my z Mayą zaczęłyśmy się śmiać. No ładnie. - Ups.. - westchnął zawstydzony.
- To.. pa - rzuciła nieśmiało Nika po czym wyszli.
- Biedny Mario... - zaśmiałam się.
- Taa.. ciekawe czy o tym wie - zaśmiała się Maya.
- No nic.. ja też uciekam - przytuliłam przyjaciółkę i wyszłam. Wracając do pokoju pomyślałam o Marco. Gdzie on się podziewał?


_____________________________________________________________

I jest rozdział 8! Także..no..w życiu Niki i Mo zaczyna się coraz więcej dziać smjnnhnth <3 Jak myślicie, co z Marco?

Enjoy! xx

niedziela, 16 lutego 2014

Rozdział 7 "Bez­senność - naj­większym koszmarem"

Tak bardzo się cieszę, że mogłam uwolnić się od tych wszystkich zmartwień! Dotrwałam do przerwy zimowej i wyjechałam na parę dni do rodzinnego domu. Spędziłam ten czas w gronie rodziny i przyjaciół. Codziennie spotykałam się z Jessicą. Pamiętam, że przyjechała po mnie na lotnisko.
- Oksana! - usłyszałam piski za plecami. Odwróciłam się, puściłam walizki i pobiegłam prosto w ramiona Jessici. - Jak się cieszę, że wróciłaś do Wrocławia! - była podekscytowana.
- Ja też się cieszę - uśmiechnęłam się trochę krzywo. Jessica wyczuła smutek przepełniający moją duszę.
- Co się stało? spytała niemal od razu. Wzruszyłam ramionami. - Wiem, że coś się stało. Zawsze byłaś wesoła i uśmiechnięta! - krzyknęła poirytowana.
- Opowiem ci później, jestem zmęczona - odpowiedziałam wymijająco, na co pokiwała głową. Złapałam walizkę i ruszyłyśmy w stronę jej auta zaparkowanego nieopodal lotniska. Postanowiła zawieźć mnie do domu.. mojego domu.
- To powiesz mi co się stało? - spytała i na chwilę przeniosła wzrok z drogi na mnie.
- Mam na imię Oskar - prychnęłam. Spojrzała na mnie pytająco.
- Co ty brałaś? - spytała.
- Zapisałam się do szkoły jako Oskar - powiedziałam.
- Zaraz... co?! - spojrzała na mnie zdziwiona.
- Pamiętasz liceum. Ja i piłka nożna. Bałam się, że na uniwersytecie będzie tak samo - tu zaczęłam opowiadać jej całą historię.
- Rozumiem - pokiwała głową. - Co zamierzasz z tym zrobić? - spytała.
- Uczyć się dalej. Póki co wypocznę sobie trochę we Wrocławiu - westchnęłam. Zauważyłam, że Jessica zaparkowała pod moim domem. - Dzięki za podwózkę - uśmiechnęłam się. - Spotkamy się jutro? - spytałam. A Jessica się uśmiechnęła co mogłam wziąć za "tak". Pomachałam i odwróciłam się. Wielki żółty dom. Mój dom. Niby byłam tu 3 miesiące temu, ale już zdążyłam zapomnieć jak wyglądał. Pełno białego śniegu, sople zwisające z dachu, odśnieżony podjazd pod garaż oraz ścieżka prowadząca na taras. Ruszyłam w stronę drzwi, a śnieg skrzypiał pod moimi butami. Weszłam po schodkach na taras i zapukałam do drzwi. Nagle się otworzyły, a stała w nich mama.
- Oksana! - krzyknęła i przytuliła mnie mocno, aż zabrakło mi tchu. - Wejdź do środka dziecko, bo na dworze zimno - powiedziała ciepło. Ustawiłam walizkę w kącie przedpokoju, ściągnęłam buty, kurtkę i czapkę i ruszyłam za mamą do kuchni. - Piekę akurat ciasto - uśmiechnęła się. W całym pomieszczeniu unosił się piękny zapach. - Chcesz trochę rosołu? - spytała a ja uśmiechnięta pokiwałam głową. Ach rosół. Dawno go nie jadłam! Mama postawiła przede mną miskę ciepłej zupy. Dopiero teraz poczułam głód. Rozmawiałyśmy długo.
- Gdzie tata? - spytałam.
- Jest w pracy. Będzie wieczorem - odpowiedziała mama. - Jesteś zmęczona? Może się położysz? - zaproponowała mama. O tak! Wiedziała czego mi trzeba!
- No jasne - zaśmiałam się i obie ruszyłyśmy w stronę schodów prowadzących na piętro. Nagle drzwi wejściowe otworzyły się. - Robert! - krzyknęłam i wpadłam bratu w ramiona. Był ode mnie starszy o rok.
- A właśnie... Robert będzie chodził z tobą do szkoły - powiedziała mama. Spojrzałam pytająco na nich obu. - Wiesz... wyrzucili go z uniwersytetu w Barcelonie. Pomyślałam, że zapiszę go do twojej szkoły - dodała.
- Cieszysz się? - spytał Robert, a ja się uśmiechnęłam.
- Pod warunkiem, że nie będziesz na mnie donosił - zażartowałam i poklepałam go po ramieniu - Dlaczego go wyrzucili? - spytałam mamę, gdy zaprowadzała mnie do pokoju.
- Długa historia. Doszło do zabójstwa. W pierwszej chwili podejrzewali go, ale doszli do tego, że to jego współlokator. Później doszło do małej bójki. Prawdopodobnie wracając z kina wieczorem był świadkiem gwałtu na dziewczynie z jego klasy - wyjaśniła smutno.
- Och - westchnęłam - Ale miał rację broniąc jej - wzruszyłam ramionami.
- Pewnie, że miał ale gwałciciel zgłosił to na policję - przyznała mi rację.
- Co za debil.. - mruknęłam.
- Tak czy siak. Będzie mu lepiej w twojej szkole - uśmiechnęła się. Otworzyła drzwi do pokoju. Nic się nie zmieniło. Ściany były pokryte plakatami moich ulubionych klubów. Na środku pokoju leżał dywanik w kształcie piłki. Stał szklany stoliczek i dwie pufy.


* * * 

Ten tydzień strasznie szybko minął.. Nim się obejrzałam, a musiałam się już żegnać z rodzicami i Jessicą. Razem z Robertem weszliśmy na pokład samolotu i polecieliśmy do Dortmundu. Czekał na nas już Mario. 
- Cześć - uśmiechnęłam się - To mój brat Robert, będzie z wami grał w piłkę - powiedziałam. Przybili sobie żółwika. Wsiedliśmy do jego czarnego samochodu i ruszyliśmy w stronę uniwersytetu. - A jak z Marco? - spytałam drżąc na samą myśl, że znowu będę musiała się z nim widzieć.
- Nie wrócił jeszcze - uspokoił mnie Mario.
- Ufff - odetchnęłam. Jednak widziałabym go tylko na stołówce i na treningach. Od tamtej pory siedzę przy stole May'i i Niki. Mam też swój własny pokój. Siedzę tam sama. Staram się jednak wychodzić gdzieś z dziewczynami lub chłopakami ( tu mam na myśli Mario, Mo i Kubę ). Byleby nie siedzieć samemu w tym przeklętym pokoju. Białe ściany, biurko, łazienka, szafa i jedno łóżko. Jak tu nie zwariować? Jak w psychiatryku. Dobrze, że jeszcze krat w oknie nie mam i drzwi otwieranych tylko ze strony korytarza. Zjadłam kolację na stołówce rozmawiając z Mayą i Niką, potem trochę pograłam w nogę z Mo na boisku i wróciłam do pokoju. Było okropnie chłodno. Ale okno było zamknięte.. Wypakowałam resztę rzeczy z walizki i wrzuciłam na półki do szafy. Parę rzeczy typu szampon, odżywka zaniosłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i poszłam spać.


Usłyszałam krzyki. Było ciemno. Środek nocy. Biegłam wąską uliczką między obdrapanymi blokami. Co chwilę przez drogę przebiegały szczury. Wielkie, ohydne, uliczne szczury. Z długimi ogonami. Mijałam poprzewracane śmietniki i wysypujące się z nich resztki żarcia. Biegłam dalej. Krzyki były coraz bardziej słyszalne. Widziałam światło ulicznych lamp. Dwie czarne postacie. Jedna, wyższa szarpała drugą. - ZOSTAW GO! - wrzasnęłam. Postać odwróciła się w moją stronę. Stanęłam sparaliżowana. Patrzyła na mnie dłuższą chwilę, po czym uciekła puszczając ciało, by bezwładnie spadło na ziemię. Biegłam dalej. Dobiegłam do ciała dobrze zbudowanego mężczyzny. Twarz była zawinięta w worek. Najwidoczniej ktoś chciał go udusić... zabić. 



Obudziłam się z krzykiem. W pokoju było ciemno, jedynie przez okno wpadało światło latarni. Nie wiedziałam co myśleć o tym śnie. Próbowałam zasnąć ale bezskutecznie.

* * *

Usłyszałam pukanie do drzwi. Nie byłam w stanie otworzyć oczu. Zasnęłam jakieś pół godziny temu. 
- Oksana otwórz! - usłyszałam głos Mario. 
- Mario? - spytałam zaspana. 
- Tak, a kto? - zdziwił się. Wstałam leniwie i przekręciłam klucz, po czym odwróciłam się do czajnika, żeby napić się herbaty z melissą. Mario wszedł do środka. 
- Jezu! Jak ty wyglądasz dziewczyno! - krzyknął. Spojrzałam w lustro. Miałam podkrążone oczy i potargane włosy. 
- Nie mogłam spać - mruknęłam. - Miałam straszny sen - wyjaśniłam. Wlałam wodę z czajnika do kubka, po czym wzięłam łyk. Mario objął mnie ramieniem. 
- Nie martw się. To tylko sen - uspokoił mnie. 
- Wiem - uśmiechnęłam się. 
- Pamiętaj, że jak coś to możesz wpaść do naszego pokoju - zapewnił. 
- Pewnie, ale jakoś nie uśmiecha mi się przebieganie ciemnych korytarzy i schodów by dotrzeć do waszego pokoju - zaśmiałam się - Wiesz, jeszcze coś mnie zaatakuje - wypiłam do końca herbatę. Uczesałam się i zrobiłam tyle ile byłam w stanie zrobić by chociaż trochę wyglądać normalnie. Poszliśmy na śniadanie. 
Było dziś bardzo pochmurno i wiał porywisty wiatr. To może dlatego w moim pokoju było tak chłodno. Marco nie było, więc dziś usiadłam na stołówce z chłopakami. Robert został dobrze przyjęty i znalazł wspólny język z Kubą. Nie mogłam na niczym się skupić. Ciągle myślałam o dzisiejszym śnie. Czułam lekki niepokój. Z zamyślenia wyrwał mnie nawołujący głos Leitnera. 
- Oksana! Budź się! Halo! - spojrzałam na niego pytająco aż w końcu skapnęłam się, że mówił do mnie od dłuższej chwili. 
- Ymm.. słucham? - spytałam. 
- Pytałem co zrobić z Niką.. - powiedział wkurzony. 
- A co z nią nie tak? - od razu spojrzałam na koleżankę, czy aby wszystko w porządku. Była uśmiechnięta i najęcie gadała z Mayą.
- Oj Oksana. Kocham twoją roztrzepaną osobę - zaśmiał się Mo - Od trzech dni ze sobą chodzimy i chciałem gdzieś ją zabrać, dlatego pytałem o radę - dokończył. 
- Aaaaa - zaśmiałam się - Uwielbia koszykówkę. To może na mecz kosza? - zaproponowałam. 
- Brzmi nieźle. Jeszcze coś? - spytał. 
- Może pójdźcie potem na ciepłą czekoladę? - zaproponowałam - I kup jej pluszowego miśka. Będzie wniebowzięta - puściłam oczko. 
- Dzięki za radę - uśmiechnął się. Wracałam jasnym korytarzem do pokoju sama. Mieszkałam na ostatnim piętrze budynku. Otworzyłam drzwi i chłód owionął moje ciało. No nie.. Upewniłam się, że okna były zamknięte. A były. Co tu do cholery się działo?! 


_______________________________________________________________

I jest rozdział 7! Postanowiłam dodać do opowiadania trochę horroru, co o tym myślicie? Nie mam znów weny, więc rozdziały będą coraz słabsze, a szkoda :) Liczę na miłe komentarze, do następnego ♥

piątek, 7 lutego 2014

Rozdział 6 "Niszczenie jest znacznie łatwiejsze od tworzenia"

Marco nieźle się wystraszył. Z zakłopotaną miną stanął na drugim końcu pokoju pod ścianą i nie chciał się ruszyć. Nie wiedziałam co zrobić. Co powiedzieć. Stawiłam siebie w okropnej sytuacji.
- Ja ci wyjaśnię - zaczęłam.
- N-n-nie musisz. N-n-nie chcę wiedzieć - jąkał się. - Wyjdź - powiedział. Spojrzałam na niego zdziwiona. - Nie słyszałaś? Wyjdź! - wrzasnął.
- Ale..ale jak to? - spytałam.
- A co?! Chcesz dalej spać w tym samym pokoju?! - wrzasnął. Rzeczywiście. To nie byłoby stosowne. Pokiwałam głową, wzięłam parę rzeczy i ruszyłam ku wyjściu. - Przyjdź później po rzeczy - powiedział. Zamknęłam za sobą drzwi. To koniec. Tak.. to mój koniec. Koniec nauki w sportowym uniwersytecie..

* * * 

Zapłakana wpadłam do pokoju Mario.
- Co się stało? - spytał Moritz znad swojej walizki. Podbiegł do mnie i mnie objął. Łkałam. Usłyszałam spłukiwanie wody w kiblu. Z łazienki wyszedł Mario. Podszedł do nas szybkim krokiem i wyciągnął, że tak powiem, mnie z rąk Letinera. 
- Chodź, przejdziemy się, wszystko mi wyjaśnisz - wyszeptał, a ja pokiwałam głową. 
- Szkoda, że nie mogę z wami zostać - wyjąkał Mo, który kontynuował pakowanie się. 
- Przyjdę jeszcze się z tobą pożegnać - rzucił Gotze i wyszliśmy. 

* * *

- Marco się dowiedział? - spytał. 
- Tak. Jest na mnie strasznie wściekły. Dziwię się, że nic mi nie zrobił - powiedziałam. 
- Co ty. On nie jest taki. Nigdy w życiu nie uderzył dziewczyny - uśmiechnął się smutno. - Co chcesz teraz zrobić? - zadał pytanie. Wzruszyłam ramionami. Pozostawało mi chyba wrócić do domu. Mario chyba czytał mi w myślach. 
- Nawet się nie waż - powiedział. Spojrzałam na niego z zaciekawieniem. - Nigdzie nie jedziesz. Zostajesz tutaj - rozkazał. - Możesz zostać u mnie w pokoju na noc. Będziesz spała na łóżku Mo. - zaproponował. 
- Chyba nie mam innego wyjścia - uśmiechnęłam się. 
- Jezus! Słyszałam co się stało! - krzyknęła Maya. Przytuliła mnie. - Jak się czujesz? - spytała. 
- Normalnie. Jedyne co mnie martwi to dalsza nauka w tej szkole - jęknęłam. 
- Nawet się nie waż nigdzie wyjeżdżać - mamrotała. Mario się uśmiechnął. 
- Okej. Jestem strasznie zmęczona - wyszeptałam. Poszliśmy do pokoju Mario i Mo. Pożegnaliśmy się z Letinerem. Wziął walizkę i wyszedł wraz z Mayą. Ja położyłam się na łóżku kumpla. 
- Śpij dobrze - wyczułam, że się uśmiecha. Włączył cicho telewizję i oglądał jakiś mecz. Poduszka i kołdra pachniały perfumami Mo. Było tak przyjemnie. W końcu, odleciałam. - Wstawaj śpiochu - obudził mnie Mario. Otworzyłam oczy. Nie wyspałam się. 
- Która godzina? - spytałam, nie rozumiejąc własnych słów. 
- Osiemnasta - zaśmiał się. Podskoczyłam. Na serio?! Rozmawialiśmy chwilę. Po czym rozpętało się piekło. 
- Cześć stary - rzucił Marco z uśmiechem na twarzy, Mario miał już mu odpowiedzieć, ale nie zdążył. - STARY! POMAGASZ TEJ DZIWCE?! - wrzasnął. Zrobiło mi się nieprzyjemnie. 
- Nie nazywaj jej tak! - krzyknął Mario w mojej obronie. 
- Bo co?! - Marco robił się cały czerwony. 
- Bo to wspaniała dziewczyna! - podszedł do Reusa. 
- Taa, akurat - prychnął Marco. Odwrócił się napięcie i trzasnął drzwiami. Gotze spojrzał na mnie. Westchnęłam. 
- Nie martw się. Przejdzie mu - uspokoił.Cały dzień przeleżałam zawinięta w koc na łóżku Mo. Myślałam o Marco. O tym wszystkim co się stało. O tym co powinnam zrobić. Z rozmyślań wyrwał mnie głos Mario.
- Nie możesz cały dzień gnić w łóżku - odwróciłam się w jego stronę. - Może gdzieś wyjdziemy? Wiem, że to nieodpowiedni moment na imprezy i w ogóle, ale nie mogę patrzeć jak leżysz bezczynnie - dodał. Usiadłam.
- To co chcesz robić? - spytałam cichym głosem.
- Chodźmy na lody - rzucił z uśmiechem. Nie muszę ukrywać, jak dwuznacznie to zabrzmiało. Zachichotałam.

* * * 

Spacerowaliśmy po galerii. Dużo się śmialiśmy i opowiadaliśmy o sobie. O naszej rodzinie, przyjaciołach, starej szkole oraz mieście. Praktycznie o wszystkim. Zapomniałam o Marco. Wracaliśmy przez park. Mimo, że był listopad na dworze było dość ciepło. 
- Pójdę po twoje rzeczy, a ty póki co możesz zatrzymać się na miejscu Moritza - powiedział bez wahania Mario kiedy dotarliśmy pod budynek. Uśmiechnęłam się serdecznie. Mogłam na niego liczyć. Ufałam mu. Był moim... przyjacielem. Udałam się bez wahania do pokoju chłopaków. Po chwili weszła Maya. 
- Mam dla ciebie świetną wiadomość! - zaśmiała się. 
- Huh?- spojrzałam na nią zaciekawiona. 
- Przywiozłaś ze sobą praktycznie tylko ciuchy Oskara. Musimy wybrać się na zakupy Oksano - puściła do mnie oczko. 
- Okej, ale nie dzisiaj - westchnęłam. Dalej nie wiedziałam co chcę zrobić z tą szkołą. Maya usiadła obok mnie. 
- Nie ma sprawy. Pójdziemy jutro po zajęciach - zaproponowała. - Kiedy przyznasz się dyrektorce? - zadała w końcu męczące mnie pytanie. Wzruszyłam ramionami. Najchętniej zrobiłabym to już teraz, od razu. Ale... coś stało na przeszkodzie. STRACH. Tak, cholernie się bałam jej reakcji, że zostanę wywalona ze szkoły, że nie będę mogła doskonalić swoich umiejętności, że rodzice dowiedzą się, że skłamałam. - Nie możesz tego ukrywać - dodała.
- Wiem - odparłam zirytowana. 
- Nie martw się. Nic się nie stanie - pocieszała. 
- Pójdźmy do niej przed lekcją - stwierdziłam bez zastanowienia. Maya spojrzała na mnie zaskoczona. Chyba nie spodziewała się, że tak szybko się zgodzę. Ja też nie.

* * * 

- Cześć stary - powiedział Mario wchodząc do mojego pokoju. Znaczy, do mojego starego pokoju. Marco leżał przybity na łóżku patrząc w sufit. Nie odpowiedział. - Przyszedłem po rzeczy Os.. Oksany - dodał. Marco pokiwał głową i zacisnął usta w wąską linię. - Proszę wybacz jej. Ona na prawdę nie chciała - próbował załagodzić sytuację.
- Już widzę jak nie chciała - prychnął i zamknął się w łazience. Gotze zaczął pakować moje rzeczy zrezygnowany. Usłyszał pochlipywanie dochodzące ze strony łazienki. 
- Stary! Ty.. ty płaczesz? - spytał.
- Nie wtrącaj się! - wrzasnął. Mario próbował otworzyć drzwi, ale były zamknięte. 
- Stary, otwórz. Widzę, że ci na niej zależy - powiedział. Po chwili było słychać zgrzyt zamka. Mario pchnął drzwi. - Czy.. czy.. czy ci na niej zależy? - zapytał Gotze. Reus pokiwał głową. 
- Zdałem sobie sprawę, że to ta dziewczyna, z którą tańczyłem na imprezie. Te siniaki które miała na klatce piersiowej... były przeze mnie - westchnął. - Nigdy sobie nie wybaczę, że uderzyłem dziewczynę - dodał. 
- To nie twoja wina. Nie wiedziałeś, że jest dziewczyną - pocieszał Mario.Nastała chwila ciszy. 
- Kiedy się dowiedziałeś? - zadał pytanie Marco. 
- Na kręgielni. I to w dość nietypowy sposób - odpowiedział lekko skruszony Mario - Wiesz dlaczego nie przyznała się, że jest dziewczyną? - zapytał. Marco pokiwał przecząco głową. - Bo bała się, że będzie potraktowana przez chłopaków jak w liceum - Marco spojrzał się na Mario. - Traktowali ją jak śmiecia. Myślała, że tu będzie to samo - skończył. Blondyn zwiesił głowę. - Co chcesz z tym zrobić? - spytał jeszcze, a gdy Reus wzruszył ramionami, Mario wziął walizki i wyszedł z pokoju.

_______________________________________________________________

Jejku, to pisanie wychodzi mi coraz gorzej. Kompletnie nie mam weny! :o Mam nadzieję, że jeszcze przez weekend wymyślę coś ciekawego. Póki co, miłego czytania i do nexta! 

P.S Jeśli ktoś skomentuje ten post, a liczę na większość z was, proszę napiszcie swoją nazwę z twittera jeśli jesteście w posiadaniu konta. Będę was informować :)

sobota, 25 stycznia 2014

Rozdział 5 "Czas goi wszelkie rany. Czas zawsze prawdę ujawni. Najlepszym nauczycielem jest czas."

Poczułam lekkie szturchanie. Otworzyłam oczy. Nade mną pochylał się Marco. Gwałtownie się podniosłam.
- Spokojnie. Mario na imprezie wytłumaczył mi wszystko. Sorry za wczoraj bracie - powiedział. Milczałam. - Gdzie się podziewałeś stary? - spytał. Nie ogarniałam o co chodzi. Spoglądałam na niego zdziwiona. - No. Wczoraj była impreza. Nie było cię na niej - zniecierpliwił się.
- Ach to! - w końcu zakapowałam. - Tak szczerze.. to nie pamiętam - wzruszyłam ramionami.
- Nie ważne! Poznałem piękną dziewczynę - powiedział. Uśmiechnęłam się.
- Gadaj - powiedziałam.
- To chyba o niej gadał Moritz wczoraj na stołówce. Rzeczywiście była nieziemsko piękna! - relacjonował. Nie mogę uwierzyć, że tak bardzo podobałam się Marco. Szkoda, że nie mogłam być sobą. Chociaż wczoraj Maya twierdziła, że lepiej się przyznać.
- To super - wystawiłam rękę by przybić żółwika.
- A! Mam twojego full capa. Zgubiłeś jak uciekłeś z pokoju. Właściwie czemu to zrobiłeś? - podał mi czapkę.
- Stary! Dziwisz się? Miałeś ochotę mnie zabić - zaśmiałam się i wstałam z łóżka.


* * * 

- Oksana. Muszę ci coś powiedzieć. Wczoraj wszystko opowiedziałam Nice. Możesz jej zaufać. Nie gniewaj się - szepnęła Maya. Nika spoglądała na mnie niepewnie. 
- Okej, nic się nie stało - uśmiechnęłam się. Nika odwzajemniła się tym samym.
- Mario powiedział mi, że Marco coś przez chwilę podejrzewał. Wczoraj na imprezie widział twoje siniaki i od razu pomyślał o Oskarze - powiedziała Maya. 
- O kurde - przestraszyłam się nie na żarty. 
- Spokojnie. Mario powiedział, że to niemożliwe - uspokoiła mnie. - Jednak powinnaś się przyznać. Wiesz, że Kuba i Moritz bardzo cię polubili - dodała. Spoglądałam na podłogę. Maya miała rację. 
- Masz rację. Wkrótce im powiem - powiedziałam, machnęłam jeszcze głową na pożegnanie i poszłam do mojego stołu. Moritz gadał jak najęty o fajnej koleżance May'i, a Marco się wkurzał. Potem zmienił temat na Nikę. 
- W ogóle! Tańczyłem z Niką! - krzyknął. 
- Z tą koszykarką? - spytał Kuba, który cały wieczór poświęcił Agacie. 
- Tak - uśmiechnął się na to wspomnienie. 
- I jak bracie? Spodobała ci się? - zaśmiałam się. 
- Bardzo! Jest taka sympatyczna - powiedział rozpromieniony. 
- Chodzicie ze sobą? - spytał Mario. 
- Jeszcze nie. Ale mam nadzieję, że to przede mną - zaśmiał się. 


* * * 

- Maya! Maya! - krzyczałam. Wpadłam do jej pokoju bez pukania. Niestety jej tam nie zastałam. 
- Maya jest na randce z Mario - powiedziała lekko osłupiała Nika. 
- Przepraszam, że ci tak wparowałam do pokoju - powiedziałam skruszona. 
- Ależ nic się nie stało - zaśmiała się Nika. - Mogę ci w czymś pomóc? - spytała. Stałam i chwilę się zastanawiałam. 
- Chciałabyś mnie wysłuchać? - spytałam. 
- Czemu nie - wzruszyła ramionami Nika i pokazała miejsce obok siebie na łóżku. Usiadłam. 
- Bo.. wyszło tak.. że po tej imprezie.. zakochałam się w Marco - wydusiłam z siebie. Spojrzała na mnie z rozdziawioną miną. - Wiem.. głupia jestem - pokręciłam głową. 
- Nie coś ty! Trochę mnie zamurowało. Co ty chcesz z tym zrobić? Nie zapominaj, że jesteś Oskarem - spytała.
- Wiem - powiedziałam. - I właśnie nie wiem co z tym zrobić - zwiesiłam głowę. 
- Może powinnaś się rzeczywiście w końcu przyznać? - zaproponowała. 
- Chciałabym, ale czuję, że jeszcze nie czas - stwierdziłam. 
- Przykro mi, ale nie wiem jak ci pomóc - powiedziała smutna. 
- Postaram się o tym nie myśleć - powiedziałam. - Jak tańczyło się z Mo? - zmieniłam temat. 
- Bombowo - uśmiechnęła się.
- Będziecie razem? - spytałam.
- Nie sądzę. Moritz raczej do mnie nic nie czuje. - odwróciła wzrok. 
- No nie wiem. Na stołówce zapowiadało się na co innego - zaśmiałam się. 
- Mówił o mnie? - znowu na mnie spojrzała. 
- No - zaśmiałam się. - Nawet nie wiesz jak bardzo jest tobą oczarowany - uśmiechnęłam się. Nika była bardzo rozpromieniona. Rozmawiałyśmy jeszcze z dwie godziny i później wróciłam do pokoju. 


* * * 

Weszłam do pokoju. Marco grał na konsoli. Nie miał na sobie koszulki. Jezu... Czemu on mi to robił?! 
- Co robisz? - spytałam. 
- Gram w GTA - rzucił na odczepnego. Nie wiem co mnie opętało, ale podeszłam do niego od tyłu i go objęłam. Natychmiast rzucił padem i spojrzał się na mnie zdziwiony. Cofnęłam ręce. 
- Co ty do jasnej cholery wyprawiasz?! - wrzasnął. 
- Sorry. To nie tak jak myślisz - powiedziałam. Gorączkowo myślałam czy się przyznać. 
- No nie wiem. Dziwnie to wyglądało. Posłuchaj.. Nie chcę cię urazić, ale nie jestem homo - powiedział i natychmiastowo wyszedł z pokoju. Świetnie. Wyszłam za nim, ale nie mogłam go znaleźć.Minęła godzina. Poszłam do stołówki na kolację. Wierzyłam, że znajdę tam Marco i będę mogła z nim porozmawiać. Ale jego nie było. Przy stole siedział tylko Mario i przeglądał szkolną gazetę. Usiadłam obok niego. Ten zaczął się śmiać. 
- Co? - spytałam. 
- Oskarze. Nie wiedziałem, że jesteś gejem - śmiał się dalej. 
- HA HA. Bardzo śmieszne - rzuciłam. 
- A tak na poważnie Oksano, jesteś bi? - spytał dalej rechocząc. 
- Oj zamknij się! - krzyknęłam. - Gdzie Marco? - spytałam.
- Wystraszył się ciebie. Powiedział, żebym przyniósł mu kolację - dalej się chichrał. 
- Wielkie dzięki, że mnie wspierasz - burknęłam. Do stołu podeszli Kuba i Mo. Mario uciął temat. Zaczęliśmy gadać o drużynie. 


* * * 

- Oskar? Mam do ciebie pytanie - zaczął niepewnie Mo. Dzisiaj ja miałam być na bramce. 
- No wal stary - powiedziałam. 
- Czy ty na prawdę jesteś homo? - spytał. To pytanie mnie całkowicie zbiło.
- WTF? Kto ci to powiedział? - spytałam. 
- Marco - powiedział Mo. 
- Że co?! Skądże! Jestem hetero - powiedziałam. 
- Ja już nic z tego nie rozumiem - powiedział Moritz. 
- Nie martw się. Ja też - wzruszyłam ramionami. - To co? Gramy? - spytałam, a Mo skinął głową. Kopnął w piłkę. Nie mogę uwierzyć. Obroniłam i nawet aż tak nie bolało. Byłam z siebie dumna. 

* * * 

- Mario! Co ja mam zrobić? - spytałam. Wzruszył ramionami. 
- Nie pomogę ci w tym. Udawaj bi. Będzie śmiesznie - znowu zaczął się nabijać. 
- Wielkie dzięki. Mógłbyś chociaż mnie wspierać - powiedziałam. 
- Przepraszam - udawał skruchę.
- Jestem tym wszystkim zmęczona. Idę do pokoju - powiedziałam i wyszłam. Weszłam do pokoju, a tam zobaczyłam pobitego Marco. No nie. Znowu?! 
- Kto Cię tak urządził? - zapytałam. - Znowu mi nie powiesz? - spytałam po dłuższej chwili. 
- To nie powinno cię obchodzić - rzucił. 
- No raczej powinno. Jesteśmy kumplami - powiedziałam pewnie. 
- Nie zrozum mnie źle, ale na prawdę nie chcę z tobą być - ostrzegł. 
- Rozumiem. Nie jestem homo - pokręciłam głową. 
- To co w takim razie wydarzyło się popołudniu? - spytał zbity z tropu. 
- Nie wiem o czym mówisz - udawałam, że nie mam bladego pojęcia o tym co wcześniej zaszło. 
- Jesteś bi? - spytał. 
- NIE! - wydarłam się wściekła. Jeśli tak ma teraz wyglądać moje życie, to ja dziękuję. Wyjęłam z apteczki wodę utlenioną i waciki i podeszłam do Marco. Zaczęłam mu obmywać rany. 
- Yyy Oskar. Nie żeby coś, ale ja chętnie sam to zrobię - powiedział przestraszony Reus. 
- Zamknij się. Zrobię to lepiej - powiedziałam. 
- Dlaczego się tak zachowujesz? Czy ty aby na pewno jesteś hetero? - dalej w to wnikał. 
- Ehh.. - westchnęłam. Już postanowiłam. Przyznam się. Ściągnęłam full capa z głowy i rozwiązałam włosy. 

________________________________________________________
Rozdział 5 trochę krótki! Nie mam niestety dzisiaj weny, mam nadzieję, że wróci do mnie za tydzień :) Mam nadzieję, że z każdym postem będę miała więcej czytelników, którzy zostaną ze mną do końca tego opowiadania. 3MAJCIE się! Do nexta! :*

Rozdział 4 "Człowiek jest kowalem własnego szczęścia. Pewno dlatego tak często znajdujemy się między młotem a kowadłem..."

- Nie uwierzysz jaka laska przyszła z Mayą do Mario! - krzyknął Mo. Oboje uwielbialiśmy spędzać ze sobą czas wieczorami na boisku. Mówił o mnie. Nie wiedziałam co odpowiedzieć.
- Jaka? - zapytałam.
- Nic ci nie powiedział? - zdziwił się. - Siedzieliśmy dzisiaj w pokoju, on był zdenerwowany. Nagle przyszły Maya i jakaś dziewczyna. Miała długie falowane, brązowe włosy z różowymi i blond pasemkami. Miała takie słodkie usta. Obie były poddenerwowane. Myślisz że Mario zdradza Mayę? - opowiadał jak najęty.
- Raczej nie - powiedziałam zgodnie z prawdą. - Szkoda, że mnie tam nie było - dodałam.
- No właśnie! Gdzie ty się podziewałeś? - zapytał.
- W pokoju byłem. - powiedziałam.
- Ściemniasz stary. Byłem u ciebie - powiedział obracając piłkę w ręku.
- Może byłem w kiblu - wzruszyłam ramionami.
- Chyba że tak! - uśmiechnął się. - Gramy? - wskazał na piłkę. Pokiwałam głową.

* * *
Otworzyłam drzwi. Pragnęłam relaksującej kąpieli. W pokoju zastałam pobitego Marco.
- Stary! Kto cię tak urządził? - zapytałam i rzuciłam plecak na łóżko. Już chciałam się nim zająć, ale przypomniałam sobie, że nie jestem dziewczyną..
- A czy to ważne? - zapytał.
- Jak nie chcesz, to nie mów - powiedziałam i podałam mu wodę utlenioną i waciki. - Gdzie się podziewałeś? - zapytałam.
- Byłem w kinie - powiedział.
- I tam by cię tak pobili? - zdziwiłam się.
- A co cię to! - wrzasnął i zamknął się w łazience. Chyba nie wezmę kąpieli. Położyłam się do łóżka i zasnęłam.
* * *
- Marco.. możesz mi powiedzieć gdzie ty byłeś stary? - zapytał Mario.
- Nigdzie, a co? - zdziwił się Marco.
- Jak nigdzie? Byliśmy umówieni na kręgielnię - oburzył się Mario. Nie poruszyliśmy już tego tematu. Marco wydawał się zmęczony. Zamiast tego Moritz zaczął wypytywać Mario o "nieziemską dziewczynę" z jego pokoju.
- Jaką dziewczynę? - zdziwił się Marco.
- Żadną - prychnął Mario i spojrzał się na mnie. Mam nadzieję, że nie byłam czerwona jak burak.
- Żadną? Była nie z tej planety! - zaśmiał się Mo. "Bez przesady" pomyślałam.
- Pokłóciłeś się z Mayą? - spytał Kuba. Nieśmiały jak zwykle. Marco podniósł zaciekawiony głowę.
- No co ty! - wrzasnął Mario. - Mieliśmy małą sprzeczkę, ale wszystko w porządku - szepnął.
- Źle się czuję. Idę do pokoju - powiedziałam i wyszłam.
* * *
Szłam długą alejką, gdy nagle usłyszałam kroki za mną. To była Maya.
- Siemka Oxi - uśmiechnęła się. OXI? Wzięła mnie pod rękę.
- Siema - powiedziałam. - Jak tam ci się układa z Mario? - spytałam.
- Jest lepiej. O niebo lepiej - uśmiechnęła się.
- To dobrze. Co za ulga - ucieszyłam się. Maya mieszkała dwa piętra niżej więc odprowadziłam ją do pokoju. Potem ruszyłam schodami na moje piętro. Wślizgnęłam się do pokoju.
- Stary! Nie znałem cię od tej strony! - krzyknął blondwłosy chłopak. Odwróciłam się wystraszona.
- Jakiej strony? - zdziwiłam się. Marco popchnął mnie z całej siły. Z trudem powstrzymałam się od jęku.
- Nie udawaj. Wiem, że kręcisz z Mayą! - wrzeszczał. Zastanawiam się czy wyjdę z tego pokoju z życiem.
- Śledzisz mnie?! - wrzasnęłam na niego.
- To nie jest teraz takie ważne! - krzyknął. Wyślizgnęłam mu się i wybiegłam na korytarz. Po drodze zgubiłam czapkę, ale nie było czasu się po nią wracać. Na swojej drodze ujrzałam chłopaków. O cholera.
- O cześć piękna - uśmiechnął się Mo. Pociągnęłam za sobą Mario. Kuba i Mo wymienili się spojrzeniami i ruszyli ku pokojom.
- Oksana, co ty do cholery robisz? - spytał Mario, gdy byliśmy w bezpiecznym miejscu.
- Marco... Marco.. - nie mogłam wydusić z siebie. W klatce piersiowej czułam ból. Marco miał siłę. Zemdlałam.
 * * *

- Oksana! Halo Oksana! - krzyczał do mnie. Otworzyłam lekko oczy i ujrzałam twarz wystraszonego Mario.
- Co się stało? - spytałam zaskoczona.
- Zemdlałaś. Możesz mi powiedzieć dlaczego? - wyjaśnił. Patrzyłam się w sufit, aż w końcu sobie przypomniałam.
- Ach! Już pamiętam! - powiedziałam.
- No mów wreszcie - powiedział ożywiony.
- Wracałam ze stołówki z Mayą. Pod rękę. A potem w pokoju było istne piekło! Marco szedł za nami. Myśli, że mam romans z Mayą. Popchnął mnie. Wiesz, gdybym była chłopakiem może by mnie tak nie bolało. A potem jak uciekałam zgubiłam czapkę. - wyrzuciłam wszystko z siebie. Mario ukrył twarz w dłoniach. Mówiłam dość chaotycznie, ale chyba zrozumiał. Sądząc po minie. - Mario przepraszam - powiedziałam.
- To nie twoja wina. Cholera... Chodź do May'i. - powiedział.
* * *
Mario zapukał do drzwi.
- Proszę! - krzyknęła Nika. Zapomniałam, że Nika jest współlokatorką May'i.
- Cześć Nika - powiedział Mario, wciągając mnie do ich pokoju.
- Cześć Mario - uśmiechnęła się i spojrzała na mnie niespokojna. Kiwnęłam głową z uśmiechem. Zapomniałam, że nie mam swojego full capa.
- Hej - uśmiechnęła się Maya, wychodząc z łazienki. Wycierała ręcznikiem swoje mokre falowane włosy. - Coś się stało? - spytała widząc grobową minę Niki.
- No tak jakby - powiedział Mario.
- Nika, zostawisz nas samych? - spytała Maya.
- Jasne - powiedziała niepewnie Nika i wyszła z pokoju. Mario opowiedział całą historię May'i.
- No to przerąbane - powiedziała. - Biedna Oksana - przytuliła mnie mocno.
- Co powinniśmy zrobić? - spytałam.
- Powinniśmy to zakończyć - oznajmiła Maya.
- Jak to zakończyć?!- wrzasnęliśmy razem z Mario.
- No normalnie. Wszyscy powinni się dowiedzieć. Zróbmy tak. Dzisiaj jest impreza. Oksana pójdzie na nią jako moja koleżanka. Potem coś się wymyśli - powiedziała.
- Nie bo Moritz będzie latał za mną cały wieczór - powiedziałam.
- Nika go zajmie na całą noc - uśmiechnęła się pod nosem Maya.
* * *
- Jak się trzymasz? - spytał Marco.
- No... tak jak rano, nie? - udawał zdziwionego Mario.
- O niczym nie wiesz? Maya - nie dokończył. Zjawiłyśmy się u boku Mario.
- Maya co? - spytał Mario.
- Zdradza cię - powiedział Marco. Mario i Maya zaśmiali się.
- Ile wypiłeś? - spytała Maya.
- Nic! - próbował bronić się Marco.
- Daj już spokój. Wiem z kim widuje się Maya. Chyba może mieć przyjaciela, prawda? - zaśmiał się Mario. - To jest jej koleżanka, Oksana - przedstawił mnie Reusowi.
- Hej piękna - uśmiechnął się. Ciekawe co by zrobił gdyby wiedział, że jestem Oskarem. - Zatańczysz? - spytał. Wow. Marco proponuje mi taniec! Podałam mu rękę i ruszyliśmy na środek sali. Objął mnie. Zaczęliśmy się kołysać w rytm wolnej muzyki. - Mogę wiedzieć, skąd jesteś? - spytał promiennie się uśmiechając. Usiłowałam sobie przypomnieć skąd jest Maya. A no tak.
- Z Krakowa - powiedziałam odwzajemniając uśmiech.
- Ja z Dortmundu - nie przestawał się uśmiechać. Mo chciał ze mną zatańczyć, no ale Marco nie odchodził ode mnie o krok. Więc nie było szans. Było już przed północą.
- Ktoś cię pobił? - spytał widząc, że nad moją klatką piersiową widniał siniak. Miałam ich więcej, zakrytych sukienką.
- Nie nie - powiedziałam poddenerwowana. - Ja już pójdę. Za godzinę mam pociąg do Krakowa - powiedziałam.
- Odwieźć cię? - spytał.
- Nie. Brat mnie odwozi - uśmiechnęłam się. - Masz nieziemski uśmiech - pocałowałam go lekko w usta. Odwróciłam się. Moje falowane włosy zawirowały w powietrzu. Szybkim krokiem ruszyłam ku drzwiom. W pokoju przebrałam się w męskie ciuchy i ubrałam innego full capa. Nie mam pojęcia gdzie podział się ten drugi. Może ma go Marco. Położyłam się do łóżka. 

________________________________________________________________-
Hej :) Jest rozdział 4. Przykro mi, że mam tak mało czytelników. Zastanawiam się czy pisać to dalej...

piątek, 24 stycznia 2014

Rozdział 3 „To jest prawdziwa przyjaźń – osłaniać innych nawet kosztem siebie”

- Jezu! Sorry za spóźnienie! - krzyknęłam. Byłam spóźniona z piętnaście minut.
- Spóźniaj się ile chcesz, nasz trener przychodzi dopiero za dwadzieścia. - zaśmiał się Mario. Szczęka mi opadła.
- Sorry. Zapomniałem ci powiedzieć. - zaśmiał się Marco.
- Świetnie. To ja lecę na złamanie karku, a wy.. właściwie co wy robicie? - wkurzałam się.
- Oglądamy trening dziewczyn. - powiedział Moritz. Usiadłam obok nich i nadal wściekła obserwowałam trening dziewcząt.
- Idziemy do nich zagadać? - spytał Mario.
- Jeszcze pytasz! - prychnął Marco i obaj skierowali się w stronę grających dziewczyn.
- Idziemy? - skierowałam pytanie do Moritza i Kuby.
- Czemu nie. - uśmiechnął się Mo i popchnął Kubę przed siebie.
- Siema dziewczynki. - powiedział Marco.
- Hej. - odpowiedziała dziewczyna widziana przez nas na stołówce. Zaczęliśmy się przedstawiać. - Jestem Maya. - uśmiechnęła się.
- Wyskoczymy gdzieś? - spytał Mario.
- Słucham? Dopiero mnie poznałeś. - zachichotała.
- To co z tego? - nie dawał za wygraną.
- No dobra. - uśmiechnęła się i spojrzała w moją stronę. Pospiesznie schowałam włosy wystające spod full capa. Maya chyba domyśliła się, że jestem dziewczyną.
- Chłopcy! - rozległ się gwizdek. Trener wołał nas na lekcję. 
 
* * *

Postanowiłam wrócić do pokoju okrężną drogą sama.
- Hej! Zaczekaj! - usłyszałam za plecami damski głos. Stanęłam i odwróciłam się. - Nie masz na imię Oskar, prawda? - uśmiechnęła się.
- Co? Coś sugerujesz? - udawałam.
- Przestań kłamać. Nikomu nie powiem. Spokojnie. - powiedziała. Zaufałam jej.
- Jestem Oksana. - ściągnęłam full capa z głowy i rozwiązałam włosy.
- Dlaczego udajesz chłopaka? - uśmiech nie schodził jej z twarzy. Chyba sądziła, że jestem jakąś kretynką.
- Wiesz.. dyskryminacja. Chłopcy mogą grać w nogę, a dziewczyny nie. - powiedziałam.
- Żartujesz? - zdziwiła się.
- Nie. W liceum chłopcy naśmiewali się, że jestem dziewczyną, że jestem cienka w gałę. - przyznałam.
- Ojj, nie mów tak. Po prostu trafiłaś na bandę kretynów. Widzisz, że tu wszyscy nie zwracają uwagi na twoją płeć. Możesz nawet zapisać się na boks, a będą cię traktować normalnie. - powiedziała.
- Chyba masz rację. No ale już pozamiatane. Co by powiedzieli gdyby nagle zamiast Oskara zobaczyli Oksanę? - zwiesiłam głowę.
- Na pewno byliby zdziwieni, ale nie mieliby tobie tego za złe. - powiedziała.
- Umówmy się, że wiesz o tym tylko ty. - powiedziałam.
- Okej, jasne jak chcesz. - zgodziła się. Związałam włosy, założyłam full capa i obie ruszyłyśmy w stronę ośrodka.
 
* * *
 
Leżałam na łóżku, gapiąc się w sufit. Rozległo się pukanie do drzwi. Niechętnie podniosłam się i je otworzyłam.
- O siema. - powiedziałam. Na korytarzu stał Mario.
- Jest Marco? - zapytał.
- Nie - powiedziałam.
- A gdzie jest? - zapytał.
- Nie wiem, mówił coś o kinie - powiedziałam zgodnie z prawdą.
- Kinie? Żartujesz?! Przecież umówiliśmy się na kręgle - zdziwiłam się. Ciekawe z kim wybrał się do kina. Pokazałam ręką, żeby wszedł do środka. Zamknęłam drzwi. Mario usiadł na łóżku współlokatora.
- Wiesz, mówił, że idzie z tobą i jeszcze paroma kumplami - powiedziałam.
- Dziwnie się ostatnimi czasy zachowuje - prychnął Mario. - Masz ochotę iść do kręgielni ze mną? - uśmiechnął się nieziemsko.
- W sumie czemu nie. I tak nie mam nic do roboty. - zaśmiałam się.
 
* * *
 
Na kręgielni wszyscy znali Mario. Dziwnie było iść obok popularnego chłopaka. Nie ukrywam. Był popularny. Od roku grał w szkolnej drużynie i był coraz lepszy.
- Nie ma Marco? - złapał Mario za ramię jakiś dobrze zbudowany blondyn.
- Nie, dzisiaj jest Oskar - uśmiechnął się Mario. Przybiłam żółwika z chłopakiem.
- Siema stary, jestem Łukasz. - przedstawił się.
- Siema. - rzuciłam. Stanęliśmy przy naszym stanowisku, które było wielokrotnie rezerwowane przez moich kumpli. Nie sądziłam, że kręgle to taka świetna zabawa. Z początku tylko się przyglądałam, bo nigdy nie byłam na kręgielni, ale potem dołączyłam się do Mario. Najpierw gadaliśmy o lidze, drużynie, mistrzostwach. Potem przeszliśmy do tematu o dziewczynach.
- Podoba ci się jakaś? A może masz jakąś? - spytał.
- O tak, mieszka we Wrocławiu. - skłamałam.
- Czemu nic nie mówiłeś? - usiadł przy stoliku. Zrobiliśmy sobie przerwę. Napił się coli.
- Jakoś tak.. wolę o niej nie rozmawiać, trochę tęsknię. - wyrzuciłam.
- Ahaa spox - zaśmiał się. - Mogę chociaż wiedzieć jak ma na imię? - spytał.
- Jessica. - wymyśliłam na poczekaniu. Jessica to moja koleżanka z liceum. Bardzo za nią tęsknię. Ona studiuje we Wrocławiu.
- Ładne ma imię - powiedział.
- A ty kogoś kochasz? - zapytałam.
- Bardzo podoba mi się Maya. Jest nieziemsko ładna! - zamyślił się. Uśmiechnęłam się na ten widok. Dziewczyna ma piękne włosy, oczy, twarz i ma świetny styl! A do tego jej charakter. Wiedziałam, że mogę jej zaufać.
- No tak. Dziewczyna grająca w nogę - nie przestawałam się uśmiechać.
- Takie są najlepsze. Niby twarde bo na boisku trzeba być twardym, a jednak są wrażliwe - wyraził swoje zdanie, a ja znowu wiedziałam, że popełniłam błąd. Mam nadzieję, że ten rok szybko minie, a ja będę mogła się "wypisać" i przyjść jako Oksana. - Mam rację? - wyrwał mnie z zamyślenia.
- No pewnie - przyznałam mu rację.
- Co robi Jessica? - zapytał.
- Studiuje medycynę, a poza tym zajmuje się muzyką - powiedziałam. Jessica jest bardzo utalentowana i w liceum była w klasie biol-chem. Ja zdecydowanie wolałam humana. Mimo to miałyśmy dobry kontakt i widziałyśmy się na przerwach oraz na hiszpańskim.
- Musi być bardzo inteligentna - przyznał Mario. Miał zaskoczony wyraz twarzy. Nie dziwię się.
- No pewnie. Idę do kibla - powiedziałam i ruszyłam. Nie wiedziałam tylko do którego wejść. Damskiego czy męskiego? Pchnęłam drzwi z tabliczką z napisem "TOALETA DAMSKA". Na szczęście nikogo nie było. Ściągnęłam full capa i rozpuściłam włosy. Spojrzałam się w lustro. Nie wiem ile spędziłam tam czasu, ale chyba dość dużo, bo nagle otworzyły się drzwi. Stanęła w nich Maya, a za nią widziałam Mario...
- Przypudruję tylko nosek i zaraz wrócę. - powiedziała zestresowana Maya, ale nie podziałało. Mario wtargnął za nią do toalety. Spojrzałam w dół. No tak.. w ręce trzymałam czapkę.
- Kim ty do cholery jesteś?! - wrzasnął Mario.
- Zaraz ci wszystko wyjaśnię - powiedziałam. Stres mnie zżerał. Mayę chyba też.
- Nie musisz. Wiem o co ci chodziło. Chciałaś wykorzystać mojego kumpla! - był cały czerwony.
- Daj spokój! To nie tak kochanie! - próbowała go udobruchać Maya.
- Ty lepiej też nic nie mów - nieco się uspokoił. - Wiedziałaś o tym i nic mi nie powiedziałaś - powiedział.
- Zrozum. Ona jest moją przyjaciółką - starała się wytłumaczyć, ale nic z tego.
- Nie żyjesz! - chciał mnie uderzyć, ale w pomieszczeniu znalazły się dwie dziewczyny.
- POMOCY POMOCY! W toalecie jest gwałciciel! - wrzeszczały a po chwili w toalecie znalazł się ochroniarz. Już widzę jakie będę miała kłopoty.
- Nic się nie stało? - spytała rudowłosa dziewczyna.
- Nie nie. Wszystko w porządku - powiedziałam na odczepnego. Obie ruszyły do drugiego pomieszczenia, w którym znajdowały się kabiny. Maya spojrzała na mnie smutna. Musiałam źle wyglądać. - Co teraz? - zapytałam.
- Nie wiem. Wracajmy do akademika. Coś wymyślimy - powiedziała.
 
* * *
 
 
- Czy Mario jest twoim chłopakiem? - zapytałam.
- No... tak - pokiwała głową.
- Jezu! Tak bardzo cię przepraszam! Zepsułam wasze relacje! - zaczęłam płakać i smarkać w kolejną chusteczkę.
- Nie martw się tym. Ty jesteś ważniejsza - przytuliła mnie mocno. - A teraz chodź - uśmiechnęła się. - Nie możemy dopuścić do tego, żeby się wygadał - pociągnęła mnie za rękę.
 
* * *
 
- Czego chcecie? - spytał naburmuszony.
- Chcemy wyjaśnić ci całą sytuację - zaczęła Maya.
- Mario, słuchaj. Nie chciałam, żeby tak wyszło. Proszę wysłuchaj mnie - spojrzałam na niego błagalnym tonem.
- Dobra, wejdźcie - skinął głową. Posłusznie wkroczyłyśmy do pokoju. Widać, że był kumplem Marco. Wszędzie walały się ubrania. W pokoju był Mo. No tak. Mieli razem pokój. Spojrzał zdziwiony w moim kierunku.
- Okej. To ja was zostawię samych - powiedział i wyszedł z pokoju. Najprawdopodobniej do Kuby.
- Więc o co chodziło w tym całym spisku? - spytał Mario opierając się o parapet.
- To nie był żaden spisek. Maya dowiedziała się o tym wczoraj - powiedziałam. - Zapisałam się do tej szkoły jako Oskar ze względu na to, że w liceum uważali mnie za idiotkę, kompletne beztalencie. Wszyscy uważali, że dziewczyna nie potrafi grać w nogę - opowiedziałam mu całą historię. Mario uspokoił się.
- Dobra. Nie powiem nic nikomu. Rozumiem Cię. Ale wiedz, że ciężko mi będzie okłamywać kumpli. I nie obiecuję, że im w jakimś czasie nie powiem - wzruszył ramionami. - To jak masz na imię? - spytał.
- Oksana - wyszeptałam i głośno przełknęłam ślinę. Pokiwał głową.
- Możecie już sobie iść? - spytał.
- Jasne - powiedziałam i podniosłam się z łóżka idąc w stronę drzwi. Maya ruszyła za mną.
 
* * *
 
Pchnęłam drzwi stołówki. Nie miałam ochoty na jedzenie, ale mimo to zjawiłam się tam. Zobaczyłam niedaleko siebie Mayę i Mario.
- Mario. Co z nami będzie? - spytała Maya.
- Nie wiem. Myślałem, że mogę ci zaufać - powiedział.
- Bo możesz! Nie zrozum mnie źle, ale polubiłam Oksanę i musiałam zachować jej tajemnicę - powiedziała zrozpaczona.
- Dobrze. Jestem w stanie to zrozumieć. Przemyślę to, okej? - poklepał ją po ramieniu i odszedł do pustego stołu. Najwidoczniej chłopcy jeszcze się nie zjawili. Podbiegłam do May'i.
- Jest mi z tym źle, że nie jesteście razem - powiedziałam.
- Oksana, daj spokój. Będzie dobrze. Trzeba patrzeć na wszystko z optymizmem - próbowała mnie uspokoić, ale nie udało jej się. Ruszyła w stronę stolika, przy którym siedziała Nika. Ja usiadłam przy moim stoliku koło Mario.
- Mario. Błagam cię. Mi nie musisz tego wybaczać, ale wybacz May'i. Ona cię kocha - powiedziałam.
- Oksana. Wiem. Ale muszę to przemyśleć - powiedział. Rozumiałam go. Niby wydawałoby się, że jest tylko podrywaczem, ale do May'i chował prawdziwe uczucie. - Nie chowam już do ciebie urazy. Ale jest mi ciężko okłamywać kumpli - dodał. To też rozumiałam. Nie umiałabym oszukać May'i ani Jessicy.
- Dzięki - lekko się uśmiechnęłam. Po chwili zjawili się Mo i Kuba. Obaj patrzyli zdziwieni na Mario. Jeszcze nie podejrzewali, że tą dziewczyną z pokoju ich kumpla byłam ja.


__________________________________________________
I jest rozdział 3 :) Na razie o wszystkim wiedzą tylko Maya i Mario.
A tak btw, co robił Marco w tym czasie? Jak myślicie? 3:)
Liczę na szczere komentarze, do nexta :*

niedziela, 19 stycznia 2014

ROZDZIAŁ 2 "Głupstwo jest wielkie jak morze, wszystko w sobie pomieści"

Otworzyłam oczy. Promienie słońca oświetlały cały pokój. Marco jeszcze spał. Wyglądał tak słodko. Chwyciłam za ubrania i pobiegłam na paluszkach do łazienki. Odświeżyłam się, ubrałam. Wyszłam z łazienki zamierzając udać się na stołówkę na śniadanie. Nieźle burczało mi w brzuchu. Już otwierałam drzwi gdy nagle usłyszałam za plecami.
- Stary! Usiądź obok chłopaków w żółtoczarnych koszulkach! - krzyknął Reus.
- Spoko! - odkrzyknęłam i wyszłam. Zeszłam po schodach na dół i wyszłam z budynku. Było troszkę chłodno. Ruszyłam alejką w stronę stołówki. Pchnęłam drzwi. Jak na taką porę stołówka pękała w szwach. Przebijałam się między ludźmi usiłującymi znaleźć wolne siedzenia albo stojącymi w kolejce po jedzenie. Wypatrywałam w tłumie żółtoczarnych koszulek. Jest! Przy stole siedziało trzech chłopaków. Dobrze zbudowany, wysoki blondyn ze szczerym uśmiechem. Drugi z ciemnymi, postawionymi włosami, o słodkiej twarzy i uśmiechu gadał o czymś najęcie. Trzeci siedział ze słuchawkami w uszach i czytał gazetę Borussii Dortmund. Był wysoki, zamyślony. Miał mądre oczy. Podeszłam pewnie do stolika.
- Siema! - rzuciłam. Blondyn odwrócił wzrok od rozmówcy, tamten przestał nawijać, a trzeci podniósł głowę znad gazety i wyjął jedną słuchawkę z uszu.
- Cześć? - zdziwił się ten o słodkiej twarzy.
- Jestem Oskar, współlokator Marco - powiedziałam.
- Aaaa to ty – zaśmiał się chłopak z gazetą i podał mi swoją dłoń. - Jestem Moritz – uścisnął mocno moją rękę. Ała..
- Jestem Mario. - powiedział gadatliwy kolega Marco.
- A ja jestem Kuba. - uśmiechnął się nieśmiało blondyn. Zajęłam miejsce obok Kuby. Mario kontynuował. Nawijał o nadchodzącym nowym sezonie i o pucharze, który muszą zdobyć ze szkolną drużyną. Nagle odwrócił wzrok na drzwi wejściowe do stołówki i ucichł. Kuba i Moritz również tam spojrzeli. Zaciekawiona się odwróciłam. Do stołówki wkroczyły dwie dziewczyny. Pierwsza o długich, brązowych lekko falowanych włosach, w długim ciepłym sweterku i ślicznych oczach. Druga miała długie, cieniowane, brązowe włosy, na głowie czerwonego full capa i czerwoną bejsbolówkę. Miała śliczne zielone oczy i długie rzęsy. Obie ruszyły w stronę stolika, w którym zwolniły się miejsca.
- Ale laski. - uśmiechnął się Mario. Nagle przybiegł Marco.
- Widzieliście je? - zapytał.
- Trudno było nie zauważyć. - odpowiedział Mario.
- Mamy nowe uczennice na Uniwersytecie. - zaśmiał się Marco. - Prawdopodobnie ta jedna będzie grała w nogę, a druga w kosza. - dodał. Nogę? Serio? Ci chłopcy tolerowali dziewczyny grające w nogę! A nawet je ubóstwiali!
- Podobają ci się? - zwrócił się do mnie Mario.
- Yy, ee.. no jasne. - powiedziałam.
- Co z tobą? - zdziwił się Marco.
- Jestem głodny. - odpowiedziałam i ruszyłam w stronę długiej kolejki.

* * *
Szłam w stronę boiska. Było ciemno. Alejkę oświetlały piękne, weneckie latarnie. Skąd oni je tu wytrzasnęli?! W rękach trzymałam piłkę. Zamierzałam trochę pokopać. Jutro mam pierwszą lekcję. Otworzyłam furtkę i weszłam na boisko. Tu też działało oświetlenie. Na szczęście. Chciałam rozwiązać włosy, ale zobaczyłam w oddali jakiegoś człowieka. Zbliżałam się do niego.
- Siema Oskar! - krzyknął Moritz.
- Siema! - uśmiechnęłam się. To był Mo. Nie było szans na rozwiązanie włosów i bycie sobą.
- Co tu robisz? - spytał.
- Chciałem trochę pokopać. - powiedziałam nieśmiało. - A ty? - zapytałam.
- Uwielbiam spędzać na boisku każdy wieczór. - uśmiechnął się. - Pogramy? - spytał.
- Jasne. - uśmiechnęłam się. Mo zajął miejsce na bramce. Uff, co za szczęście. Pewnie nieźle bym od niego oberwała. Ustawiłam się przy piłce i zaczęłam strzelać wolne.

  * * *
- To do zobaczenia jutro na śniadaniu! - zaśmiał się Moritz. - Fajnie się kopało. - dodał.
- No jasne, nara! - krzyknęłam i ruszyłam w stronę swojego pokoju. Marco spał. 

____________________________________
I jest kolejny rozdział :) Liczę na motywujące komentarze do dalszego pisania :)  

sobota, 18 stycznia 2014

Rozdział 1 "Moje słowa nie odpowiadają moim myślom, a to poniża moje myśli..."

Zajechaliśmy pod wielki budynek szkolny. Uniwersytet ma na celu wyrzeźbić nowych sportowców. Z obawy o to, że w naszym kraju jest dyskryminacja i dziewczyny nie powinny grać w nogę, zapisałam się do szkoły jako chłopak. Mam na imię Oksana. Do szkoły zapisałam się jako Oskar. Rodzice nic nie wiedzą. Na szczęście już pojechali. Ruszyłam przed siebie ciągnąc walizkę. Ubrana byłam w jeansowe spodnie, koszulę w kratę oraz full capa. Dyrektorka przywitała mnie serdecznie i wskazała dalszą drogę. Wręczyła mi klucz. Ruszyłam przed siebie alejką. Po chwili znalazłam się przy budynku, w którym znajdowały się pokoje uczniów. Ciekawe z kim miałam go dzielić. Włożyłam klucz w zamek, przekręciłam i pchnęłam drzwi. W pokoju był straszny bałagan! Wszędzie walały się koszule, gacie i skarpety. Zamknęłam drzwi i ruszyłam ku nieruszonemu łóżku. Zaczęłam się wypakowywać gdy nagle usłyszałam za plecami "Hej". Odwróciłam się gwałtownie. Za mną stał wysoki blondyn, miał szczoteczkę w ręku, najwyraźniej przerwał mycie zębów. Wysportowany, piękne oczy i sympatyczny uśmiech. Wydawał się miły. Przynajmniej taka nawiedziła mnie pierwsza myśl.

- Hej. - przybrałam w miarę męski głos.

- Jestem Marco, a ty? - zapytał. Już miałam powiedzieć, że mam na imię Oksana, ale w ostatniej chwili się opamiętałam.

- Oskar. - odpowiedziałam.

- Sorry za ten bałagan. - rzucił i wrócił do łazienki.

- Ech, spoko.. - wyszeptałam. Nie znosiłam bałaganu. No przyznam. Mój pokój nie zawsze był idealnie wysprzątany, ale nie miałam porozrzucanych ubrań.

- Co mówiłeś? - krzyknął z łazienki.

- Nic! - rzuciłam i szybko wpakowałam bieliznę do szafki. Ciekawe co by sobie pomyślał na widok staników Oskara...Z łazienki dobiegły mnie głosy prysznica. Oj chyba prędko nie wyjdzie. Uporządkowałam swoje ciuchy w szafie. Po chwili padłam na łóżko i zajrzałam na fejsa.

- Ej stary! Na co się zapisałeś? - spytał.

- Na gałę, a ty? - odpowiedziałam.

- Też. - zaśmiał się, złapał za piłkę i wyszedł. Aha. Fajnie. Nawet nie zaproponował żebym z nim poszła. I zostawił ten okropny bałagan! Leżałam bezczynnie gapiąc się w ekran telefonu chyba z godzinę! W końcu postanowiłam, że wezmę prysznic bo się ściemniało. I niebawem pewnie wróci współlokator. Chwyciłam za potrzebne rzeczy i poszłam do łazienki. Weszłam pod prysznic. Usłyszałam trzaśnięcie drzwi. Oho.. Marco wrócił. Wytarłam się pospiesznie i zaczęłam ubierać gdy nagle zdałam sobie sprawę, że nie wzięłam koszulki.

- CHOLERA! - zaklęłam.

- Co się stało? - dobiegł mnie głos Marco.

- Zapomniałem koszulki! - krzyknęłam.

- To co z tego? Nie możesz sobie jej tak po prostu wziąć? - zdziwił się. Faktycznie. Nie pomyślałam, że wpakuję się w takie coś.

- Nie bo się wstydzę.. - wyszeptałam.

- Zwariowałeś?! Nie jestem gejem! - odkrzyknął. - Zaraz ci ją podam. - dodał. Opatuliłam się pospiesznie ręcznikiem. Uchylił drzwi i podał mi koszulkę bez zaglądania.

- Dzięki. - powiedziałam. Ciekawe kiedy to wszystko się wyda...


__________________________________________
 I jest rozdział pierwszy :) Mam nadzieję, że wam się spodoba. Liczę na komentarze. Buziaki :* 

Bohaterowie

Oksana, lat 20. Zapisuje się do sportowej
szkoły policealnej na piłkę nożną jako Oskar. 
Poznaje Marco Reusa i zakochuje się w nim. 
 
 
Maya, lat 20. Poznaje Oksanę w szkole gdy ta
podawała się za Oskara. Obiecuje, że 
nikomu nie powie. Zakochuje się w Mario.
 
 
Asteya, lat 20. Chodzi do tej samej
szkoły na boks. Poznaje dziewczyny na 
wycieczce szkolnej. Zakochuje się w 
Kubie.
 
 
Nika, lat 20. Zaprzyjaźnia się z Oksaną, 
Mayą i Asteyą. Gra w kosza.
Zakochuje się w Moritzie. 

Marco Reus, lat 21. Chodzi do tej 
szkoły od roku. Dzieli pokój z Oksaną,
nie wiedząc, że jest ona dziewczyną. 
W końcu poznaje prawdę. 
 
 
Mario Goetze, lat 21. Chodzi do tej 
szkoły od roku. Kumpluje się z Marco. 
Jako pierwszy poznaje sekret Oksany. 
 
 
Kuba Błaszczykowski, lat 22. Najstarszy z całej paczki. 
Chodzi do szkoły od 2 lat i jest kapitanem
szkolnej drużyny piłki nożnej. Jest nieśmiały.
Nie ma odwagi przyznać się, że kocha Astey'ę.
 
 
Moritz Leitner, lat 21. Kumpluje
się z chłopcami. Chodzi do tej szkoły 
od roku. Uwielbia przebywać czas
na boisku wieczorami w samotności.