- Oksana! - usłyszałam piski za plecami. Odwróciłam się, puściłam walizki i pobiegłam prosto w ramiona Jessici. - Jak się cieszę, że wróciłaś do Wrocławia! - była podekscytowana.
- Ja też się cieszę - uśmiechnęłam się trochę krzywo. Jessica wyczuła smutek przepełniający moją duszę.
- Co się stało? spytała niemal od razu. Wzruszyłam ramionami. - Wiem, że coś się stało. Zawsze byłaś wesoła i uśmiechnięta! - krzyknęła poirytowana.
- Opowiem ci później, jestem zmęczona - odpowiedziałam wymijająco, na co pokiwała głową. Złapałam walizkę i ruszyłyśmy w stronę jej auta zaparkowanego nieopodal lotniska. Postanowiła zawieźć mnie do domu.. mojego domu.
- To powiesz mi co się stało? - spytała i na chwilę przeniosła wzrok z drogi na mnie.
- Mam na imię Oskar - prychnęłam. Spojrzała na mnie pytająco.
- Co ty brałaś? - spytała.
- Zapisałam się do szkoły jako Oskar - powiedziałam.
- Zaraz... co?! - spojrzała na mnie zdziwiona.
- Pamiętasz liceum. Ja i piłka nożna. Bałam się, że na uniwersytecie będzie tak samo - tu zaczęłam opowiadać jej całą historię.
- Rozumiem - pokiwała głową. - Co zamierzasz z tym zrobić? - spytała.
- Uczyć się dalej. Póki co wypocznę sobie trochę we Wrocławiu - westchnęłam. Zauważyłam, że Jessica zaparkowała pod moim domem. - Dzięki za podwózkę - uśmiechnęłam się. - Spotkamy się jutro? - spytałam. A Jessica się uśmiechnęła co mogłam wziąć za "tak". Pomachałam i odwróciłam się. Wielki żółty dom. Mój dom. Niby byłam tu 3 miesiące temu, ale już zdążyłam zapomnieć jak wyglądał. Pełno białego śniegu, sople zwisające z dachu, odśnieżony podjazd pod garaż oraz ścieżka prowadząca na taras. Ruszyłam w stronę drzwi, a śnieg skrzypiał pod moimi butami. Weszłam po schodkach na taras i zapukałam do drzwi. Nagle się otworzyły, a stała w nich mama.
- Oksana! - krzyknęła i przytuliła mnie mocno, aż zabrakło mi tchu. - Wejdź do środka dziecko, bo na dworze zimno - powiedziała ciepło. Ustawiłam walizkę w kącie przedpokoju, ściągnęłam buty, kurtkę i czapkę i ruszyłam za mamą do kuchni. - Piekę akurat ciasto - uśmiechnęła się. W całym pomieszczeniu unosił się piękny zapach. - Chcesz trochę rosołu? - spytała a ja uśmiechnięta pokiwałam głową. Ach rosół. Dawno go nie jadłam! Mama postawiła przede mną miskę ciepłej zupy. Dopiero teraz poczułam głód. Rozmawiałyśmy długo.
- Gdzie tata? - spytałam.
- Jest w pracy. Będzie wieczorem - odpowiedziała mama. - Jesteś zmęczona? Może się położysz? - zaproponowała mama. O tak! Wiedziała czego mi trzeba!
- No jasne - zaśmiałam się i obie ruszyłyśmy w stronę schodów prowadzących na piętro. Nagle drzwi wejściowe otworzyły się. - Robert! - krzyknęłam i wpadłam bratu w ramiona. Był ode mnie starszy o rok.
- A właśnie... Robert będzie chodził z tobą do szkoły - powiedziała mama. Spojrzałam pytająco na nich obu. - Wiesz... wyrzucili go z uniwersytetu w Barcelonie. Pomyślałam, że zapiszę go do twojej szkoły - dodała.
- Cieszysz się? - spytał Robert, a ja się uśmiechnęłam.
- Pod warunkiem, że nie będziesz na mnie donosił - zażartowałam i poklepałam go po ramieniu - Dlaczego go wyrzucili? - spytałam mamę, gdy zaprowadzała mnie do pokoju.
- Długa historia. Doszło do zabójstwa. W pierwszej chwili podejrzewali go, ale doszli do tego, że to jego współlokator. Później doszło do małej bójki. Prawdopodobnie wracając z kina wieczorem był świadkiem gwałtu na dziewczynie z jego klasy - wyjaśniła smutno.
- Och - westchnęłam - Ale miał rację broniąc jej - wzruszyłam ramionami.
- Pewnie, że miał ale gwałciciel zgłosił to na policję - przyznała mi rację.
- Co za debil.. - mruknęłam.
- Tak czy siak. Będzie mu lepiej w twojej szkole - uśmiechnęła się. Otworzyła drzwi do pokoju. Nic się nie zmieniło. Ściany były pokryte plakatami moich ulubionych klubów. Na środku pokoju leżał dywanik w kształcie piłki. Stał szklany stoliczek i dwie pufy.
* * *
Ten tydzień strasznie szybko minął.. Nim się obejrzałam, a musiałam się już żegnać z rodzicami i Jessicą. Razem z Robertem weszliśmy na pokład samolotu i polecieliśmy do Dortmundu. Czekał na nas już Mario.
- Cześć - uśmiechnęłam się - To mój brat Robert, będzie z wami grał w piłkę - powiedziałam. Przybili sobie żółwika. Wsiedliśmy do jego czarnego samochodu i ruszyliśmy w stronę uniwersytetu. - A jak z Marco? - spytałam drżąc na samą myśl, że znowu będę musiała się z nim widzieć.
- Nie wrócił jeszcze - uspokoił mnie Mario.
- Ufff - odetchnęłam. Jednak widziałabym go tylko na stołówce i na treningach. Od tamtej pory siedzę przy stole May'i i Niki. Mam też swój własny pokój. Siedzę tam sama. Staram się jednak wychodzić gdzieś z dziewczynami lub chłopakami ( tu mam na myśli Mario, Mo i Kubę ). Byleby nie siedzieć samemu w tym przeklętym pokoju. Białe ściany, biurko, łazienka, szafa i jedno łóżko. Jak tu nie zwariować? Jak w psychiatryku. Dobrze, że jeszcze krat w oknie nie mam i drzwi otwieranych tylko ze strony korytarza. Zjadłam kolację na stołówce rozmawiając z Mayą i Niką, potem trochę pograłam w nogę z Mo na boisku i wróciłam do pokoju. Było okropnie chłodno. Ale okno było zamknięte.. Wypakowałam resztę rzeczy z walizki i wrzuciłam na półki do szafy. Parę rzeczy typu szampon, odżywka zaniosłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i poszłam spać.
Usłyszałam krzyki. Było ciemno. Środek nocy. Biegłam wąską uliczką między obdrapanymi blokami. Co chwilę przez drogę przebiegały szczury. Wielkie, ohydne, uliczne szczury. Z długimi ogonami. Mijałam poprzewracane śmietniki i wysypujące się z nich resztki żarcia. Biegłam dalej. Krzyki były coraz bardziej słyszalne. Widziałam światło ulicznych lamp. Dwie czarne postacie. Jedna, wyższa szarpała drugą. - ZOSTAW GO! - wrzasnęłam. Postać odwróciła się w moją stronę. Stanęłam sparaliżowana. Patrzyła na mnie dłuższą chwilę, po czym uciekła puszczając ciało, by bezwładnie spadło na ziemię. Biegłam dalej. Dobiegłam do ciała dobrze zbudowanego mężczyzny. Twarz była zawinięta w worek. Najwidoczniej ktoś chciał go udusić... zabić.
Obudziłam się z krzykiem. W pokoju było ciemno, jedynie przez okno wpadało światło latarni. Nie wiedziałam co myśleć o tym śnie. Próbowałam zasnąć ale bezskutecznie.
- Nie wrócił jeszcze - uspokoił mnie Mario.
- Ufff - odetchnęłam. Jednak widziałabym go tylko na stołówce i na treningach. Od tamtej pory siedzę przy stole May'i i Niki. Mam też swój własny pokój. Siedzę tam sama. Staram się jednak wychodzić gdzieś z dziewczynami lub chłopakami ( tu mam na myśli Mario, Mo i Kubę ). Byleby nie siedzieć samemu w tym przeklętym pokoju. Białe ściany, biurko, łazienka, szafa i jedno łóżko. Jak tu nie zwariować? Jak w psychiatryku. Dobrze, że jeszcze krat w oknie nie mam i drzwi otwieranych tylko ze strony korytarza. Zjadłam kolację na stołówce rozmawiając z Mayą i Niką, potem trochę pograłam w nogę z Mo na boisku i wróciłam do pokoju. Było okropnie chłodno. Ale okno było zamknięte.. Wypakowałam resztę rzeczy z walizki i wrzuciłam na półki do szafy. Parę rzeczy typu szampon, odżywka zaniosłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i poszłam spać.
Usłyszałam krzyki. Było ciemno. Środek nocy. Biegłam wąską uliczką między obdrapanymi blokami. Co chwilę przez drogę przebiegały szczury. Wielkie, ohydne, uliczne szczury. Z długimi ogonami. Mijałam poprzewracane śmietniki i wysypujące się z nich resztki żarcia. Biegłam dalej. Krzyki były coraz bardziej słyszalne. Widziałam światło ulicznych lamp. Dwie czarne postacie. Jedna, wyższa szarpała drugą. - ZOSTAW GO! - wrzasnęłam. Postać odwróciła się w moją stronę. Stanęłam sparaliżowana. Patrzyła na mnie dłuższą chwilę, po czym uciekła puszczając ciało, by bezwładnie spadło na ziemię. Biegłam dalej. Dobiegłam do ciała dobrze zbudowanego mężczyzny. Twarz była zawinięta w worek. Najwidoczniej ktoś chciał go udusić... zabić.
Obudziłam się z krzykiem. W pokoju było ciemno, jedynie przez okno wpadało światło latarni. Nie wiedziałam co myśleć o tym śnie. Próbowałam zasnąć ale bezskutecznie.
* * *
Usłyszałam pukanie do drzwi. Nie byłam w stanie otworzyć oczu. Zasnęłam jakieś pół godziny temu.
- Oksana otwórz! - usłyszałam głos Mario.
- Mario? - spytałam zaspana.
- Tak, a kto? - zdziwił się. Wstałam leniwie i przekręciłam klucz, po czym odwróciłam się do czajnika, żeby napić się herbaty z melissą. Mario wszedł do środka.
- Jezu! Jak ty wyglądasz dziewczyno! - krzyknął. Spojrzałam w lustro. Miałam podkrążone oczy i potargane włosy.
- Nie mogłam spać - mruknęłam. - Miałam straszny sen - wyjaśniłam. Wlałam wodę z czajnika do kubka, po czym wzięłam łyk. Mario objął mnie ramieniem.
- Nie martw się. To tylko sen - uspokoił mnie.
- Wiem - uśmiechnęłam się.
- Pamiętaj, że jak coś to możesz wpaść do naszego pokoju - zapewnił.
- Pewnie, ale jakoś nie uśmiecha mi się przebieganie ciemnych korytarzy i schodów by dotrzeć do waszego pokoju - zaśmiałam się - Wiesz, jeszcze coś mnie zaatakuje - wypiłam do końca herbatę. Uczesałam się i zrobiłam tyle ile byłam w stanie zrobić by chociaż trochę wyglądać normalnie. Poszliśmy na śniadanie.
Było dziś bardzo pochmurno i wiał porywisty wiatr. To może dlatego w moim pokoju było tak chłodno. Marco nie było, więc dziś usiadłam na stołówce z chłopakami. Robert został dobrze przyjęty i znalazł wspólny język z Kubą. Nie mogłam na niczym się skupić. Ciągle myślałam o dzisiejszym śnie. Czułam lekki niepokój. Z zamyślenia wyrwał mnie nawołujący głos Leitnera.
- Oksana! Budź się! Halo! - spojrzałam na niego pytająco aż w końcu skapnęłam się, że mówił do mnie od dłuższej chwili.
- Ymm.. słucham? - spytałam.
- Pytałem co zrobić z Niką.. - powiedział wkurzony.
- A co z nią nie tak? - od razu spojrzałam na koleżankę, czy aby wszystko w porządku. Była uśmiechnięta i najęcie gadała z Mayą.
- Oj Oksana. Kocham twoją roztrzepaną osobę - zaśmiał się Mo - Od trzech dni ze sobą chodzimy i chciałem gdzieś ją zabrać, dlatego pytałem o radę - dokończył.
- Aaaaa - zaśmiałam się - Uwielbia koszykówkę. To może na mecz kosza? - zaproponowałam.
- Brzmi nieźle. Jeszcze coś? - spytał.
- Może pójdźcie potem na ciepłą czekoladę? - zaproponowałam - I kup jej pluszowego miśka. Będzie wniebowzięta - puściłam oczko.
- Dzięki za radę - uśmiechnął się. Wracałam jasnym korytarzem do pokoju sama. Mieszkałam na ostatnim piętrze budynku. Otworzyłam drzwi i chłód owionął moje ciało. No nie.. Upewniłam się, że okna były zamknięte. A były. Co tu do cholery się działo?!
_______________________________________________________________
I jest rozdział 7! Postanowiłam dodać do opowiadania trochę horroru, co o tym myślicie? Nie mam znów weny, więc rozdziały będą coraz słabsze, a szkoda :) Liczę na miłe komentarze, do następnego ♥
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz