piątek, 7 lutego 2014

Rozdział 6 "Niszczenie jest znacznie łatwiejsze od tworzenia"

Marco nieźle się wystraszył. Z zakłopotaną miną stanął na drugim końcu pokoju pod ścianą i nie chciał się ruszyć. Nie wiedziałam co zrobić. Co powiedzieć. Stawiłam siebie w okropnej sytuacji.
- Ja ci wyjaśnię - zaczęłam.
- N-n-nie musisz. N-n-nie chcę wiedzieć - jąkał się. - Wyjdź - powiedział. Spojrzałam na niego zdziwiona. - Nie słyszałaś? Wyjdź! - wrzasnął.
- Ale..ale jak to? - spytałam.
- A co?! Chcesz dalej spać w tym samym pokoju?! - wrzasnął. Rzeczywiście. To nie byłoby stosowne. Pokiwałam głową, wzięłam parę rzeczy i ruszyłam ku wyjściu. - Przyjdź później po rzeczy - powiedział. Zamknęłam za sobą drzwi. To koniec. Tak.. to mój koniec. Koniec nauki w sportowym uniwersytecie..

* * * 

Zapłakana wpadłam do pokoju Mario.
- Co się stało? - spytał Moritz znad swojej walizki. Podbiegł do mnie i mnie objął. Łkałam. Usłyszałam spłukiwanie wody w kiblu. Z łazienki wyszedł Mario. Podszedł do nas szybkim krokiem i wyciągnął, że tak powiem, mnie z rąk Letinera. 
- Chodź, przejdziemy się, wszystko mi wyjaśnisz - wyszeptał, a ja pokiwałam głową. 
- Szkoda, że nie mogę z wami zostać - wyjąkał Mo, który kontynuował pakowanie się. 
- Przyjdę jeszcze się z tobą pożegnać - rzucił Gotze i wyszliśmy. 

* * *

- Marco się dowiedział? - spytał. 
- Tak. Jest na mnie strasznie wściekły. Dziwię się, że nic mi nie zrobił - powiedziałam. 
- Co ty. On nie jest taki. Nigdy w życiu nie uderzył dziewczyny - uśmiechnął się smutno. - Co chcesz teraz zrobić? - zadał pytanie. Wzruszyłam ramionami. Pozostawało mi chyba wrócić do domu. Mario chyba czytał mi w myślach. 
- Nawet się nie waż - powiedział. Spojrzałam na niego z zaciekawieniem. - Nigdzie nie jedziesz. Zostajesz tutaj - rozkazał. - Możesz zostać u mnie w pokoju na noc. Będziesz spała na łóżku Mo. - zaproponował. 
- Chyba nie mam innego wyjścia - uśmiechnęłam się. 
- Jezus! Słyszałam co się stało! - krzyknęła Maya. Przytuliła mnie. - Jak się czujesz? - spytała. 
- Normalnie. Jedyne co mnie martwi to dalsza nauka w tej szkole - jęknęłam. 
- Nawet się nie waż nigdzie wyjeżdżać - mamrotała. Mario się uśmiechnął. 
- Okej. Jestem strasznie zmęczona - wyszeptałam. Poszliśmy do pokoju Mario i Mo. Pożegnaliśmy się z Letinerem. Wziął walizkę i wyszedł wraz z Mayą. Ja położyłam się na łóżku kumpla. 
- Śpij dobrze - wyczułam, że się uśmiecha. Włączył cicho telewizję i oglądał jakiś mecz. Poduszka i kołdra pachniały perfumami Mo. Było tak przyjemnie. W końcu, odleciałam. - Wstawaj śpiochu - obudził mnie Mario. Otworzyłam oczy. Nie wyspałam się. 
- Która godzina? - spytałam, nie rozumiejąc własnych słów. 
- Osiemnasta - zaśmiał się. Podskoczyłam. Na serio?! Rozmawialiśmy chwilę. Po czym rozpętało się piekło. 
- Cześć stary - rzucił Marco z uśmiechem na twarzy, Mario miał już mu odpowiedzieć, ale nie zdążył. - STARY! POMAGASZ TEJ DZIWCE?! - wrzasnął. Zrobiło mi się nieprzyjemnie. 
- Nie nazywaj jej tak! - krzyknął Mario w mojej obronie. 
- Bo co?! - Marco robił się cały czerwony. 
- Bo to wspaniała dziewczyna! - podszedł do Reusa. 
- Taa, akurat - prychnął Marco. Odwrócił się napięcie i trzasnął drzwiami. Gotze spojrzał na mnie. Westchnęłam. 
- Nie martw się. Przejdzie mu - uspokoił.Cały dzień przeleżałam zawinięta w koc na łóżku Mo. Myślałam o Marco. O tym wszystkim co się stało. O tym co powinnam zrobić. Z rozmyślań wyrwał mnie głos Mario.
- Nie możesz cały dzień gnić w łóżku - odwróciłam się w jego stronę. - Może gdzieś wyjdziemy? Wiem, że to nieodpowiedni moment na imprezy i w ogóle, ale nie mogę patrzeć jak leżysz bezczynnie - dodał. Usiadłam.
- To co chcesz robić? - spytałam cichym głosem.
- Chodźmy na lody - rzucił z uśmiechem. Nie muszę ukrywać, jak dwuznacznie to zabrzmiało. Zachichotałam.

* * * 

Spacerowaliśmy po galerii. Dużo się śmialiśmy i opowiadaliśmy o sobie. O naszej rodzinie, przyjaciołach, starej szkole oraz mieście. Praktycznie o wszystkim. Zapomniałam o Marco. Wracaliśmy przez park. Mimo, że był listopad na dworze było dość ciepło. 
- Pójdę po twoje rzeczy, a ty póki co możesz zatrzymać się na miejscu Moritza - powiedział bez wahania Mario kiedy dotarliśmy pod budynek. Uśmiechnęłam się serdecznie. Mogłam na niego liczyć. Ufałam mu. Był moim... przyjacielem. Udałam się bez wahania do pokoju chłopaków. Po chwili weszła Maya. 
- Mam dla ciebie świetną wiadomość! - zaśmiała się. 
- Huh?- spojrzałam na nią zaciekawiona. 
- Przywiozłaś ze sobą praktycznie tylko ciuchy Oskara. Musimy wybrać się na zakupy Oksano - puściła do mnie oczko. 
- Okej, ale nie dzisiaj - westchnęłam. Dalej nie wiedziałam co chcę zrobić z tą szkołą. Maya usiadła obok mnie. 
- Nie ma sprawy. Pójdziemy jutro po zajęciach - zaproponowała. - Kiedy przyznasz się dyrektorce? - zadała w końcu męczące mnie pytanie. Wzruszyłam ramionami. Najchętniej zrobiłabym to już teraz, od razu. Ale... coś stało na przeszkodzie. STRACH. Tak, cholernie się bałam jej reakcji, że zostanę wywalona ze szkoły, że nie będę mogła doskonalić swoich umiejętności, że rodzice dowiedzą się, że skłamałam. - Nie możesz tego ukrywać - dodała.
- Wiem - odparłam zirytowana. 
- Nie martw się. Nic się nie stanie - pocieszała. 
- Pójdźmy do niej przed lekcją - stwierdziłam bez zastanowienia. Maya spojrzała na mnie zaskoczona. Chyba nie spodziewała się, że tak szybko się zgodzę. Ja też nie.

* * * 

- Cześć stary - powiedział Mario wchodząc do mojego pokoju. Znaczy, do mojego starego pokoju. Marco leżał przybity na łóżku patrząc w sufit. Nie odpowiedział. - Przyszedłem po rzeczy Os.. Oksany - dodał. Marco pokiwał głową i zacisnął usta w wąską linię. - Proszę wybacz jej. Ona na prawdę nie chciała - próbował załagodzić sytuację.
- Już widzę jak nie chciała - prychnął i zamknął się w łazience. Gotze zaczął pakować moje rzeczy zrezygnowany. Usłyszał pochlipywanie dochodzące ze strony łazienki. 
- Stary! Ty.. ty płaczesz? - spytał.
- Nie wtrącaj się! - wrzasnął. Mario próbował otworzyć drzwi, ale były zamknięte. 
- Stary, otwórz. Widzę, że ci na niej zależy - powiedział. Po chwili było słychać zgrzyt zamka. Mario pchnął drzwi. - Czy.. czy.. czy ci na niej zależy? - zapytał Gotze. Reus pokiwał głową. 
- Zdałem sobie sprawę, że to ta dziewczyna, z którą tańczyłem na imprezie. Te siniaki które miała na klatce piersiowej... były przeze mnie - westchnął. - Nigdy sobie nie wybaczę, że uderzyłem dziewczynę - dodał. 
- To nie twoja wina. Nie wiedziałeś, że jest dziewczyną - pocieszał Mario.Nastała chwila ciszy. 
- Kiedy się dowiedziałeś? - zadał pytanie Marco. 
- Na kręgielni. I to w dość nietypowy sposób - odpowiedział lekko skruszony Mario - Wiesz dlaczego nie przyznała się, że jest dziewczyną? - zapytał. Marco pokiwał przecząco głową. - Bo bała się, że będzie potraktowana przez chłopaków jak w liceum - Marco spojrzał się na Mario. - Traktowali ją jak śmiecia. Myślała, że tu będzie to samo - skończył. Blondyn zwiesił głowę. - Co chcesz z tym zrobić? - spytał jeszcze, a gdy Reus wzruszył ramionami, Mario wziął walizki i wyszedł z pokoju.

_______________________________________________________________

Jejku, to pisanie wychodzi mi coraz gorzej. Kompletnie nie mam weny! :o Mam nadzieję, że jeszcze przez weekend wymyślę coś ciekawego. Póki co, miłego czytania i do nexta! 

P.S Jeśli ktoś skomentuje ten post, a liczę na większość z was, proszę napiszcie swoją nazwę z twittera jeśli jesteście w posiadaniu konta. Będę was informować :)

3 komentarze:

  1. robi się coraz ciekawiej ;)) super!
    @stochumistrzem -TT

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo, już niebawem poinformuję Cię o 7 :)

      Usuń
  2. Znowu trochę za krótki, ale fajny rozdział ;)
    Życzę duuuużo weny i czekam na następny!

    P.S. usuń weryfikację obrazkową

    W wolnej chwili zapraszam do mnie :
    flyunderthesky.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń