sobota, 25 stycznia 2014

Rozdział 4 "Człowiek jest kowalem własnego szczęścia. Pewno dlatego tak często znajdujemy się między młotem a kowadłem..."

- Nie uwierzysz jaka laska przyszła z Mayą do Mario! - krzyknął Mo. Oboje uwielbialiśmy spędzać ze sobą czas wieczorami na boisku. Mówił o mnie. Nie wiedziałam co odpowiedzieć.
- Jaka? - zapytałam.
- Nic ci nie powiedział? - zdziwił się. - Siedzieliśmy dzisiaj w pokoju, on był zdenerwowany. Nagle przyszły Maya i jakaś dziewczyna. Miała długie falowane, brązowe włosy z różowymi i blond pasemkami. Miała takie słodkie usta. Obie były poddenerwowane. Myślisz że Mario zdradza Mayę? - opowiadał jak najęty.
- Raczej nie - powiedziałam zgodnie z prawdą. - Szkoda, że mnie tam nie było - dodałam.
- No właśnie! Gdzie ty się podziewałeś? - zapytał.
- W pokoju byłem. - powiedziałam.
- Ściemniasz stary. Byłem u ciebie - powiedział obracając piłkę w ręku.
- Może byłem w kiblu - wzruszyłam ramionami.
- Chyba że tak! - uśmiechnął się. - Gramy? - wskazał na piłkę. Pokiwałam głową.

* * *
Otworzyłam drzwi. Pragnęłam relaksującej kąpieli. W pokoju zastałam pobitego Marco.
- Stary! Kto cię tak urządził? - zapytałam i rzuciłam plecak na łóżko. Już chciałam się nim zająć, ale przypomniałam sobie, że nie jestem dziewczyną..
- A czy to ważne? - zapytał.
- Jak nie chcesz, to nie mów - powiedziałam i podałam mu wodę utlenioną i waciki. - Gdzie się podziewałeś? - zapytałam.
- Byłem w kinie - powiedział.
- I tam by cię tak pobili? - zdziwiłam się.
- A co cię to! - wrzasnął i zamknął się w łazience. Chyba nie wezmę kąpieli. Położyłam się do łóżka i zasnęłam.
* * *
- Marco.. możesz mi powiedzieć gdzie ty byłeś stary? - zapytał Mario.
- Nigdzie, a co? - zdziwił się Marco.
- Jak nigdzie? Byliśmy umówieni na kręgielnię - oburzył się Mario. Nie poruszyliśmy już tego tematu. Marco wydawał się zmęczony. Zamiast tego Moritz zaczął wypytywać Mario o "nieziemską dziewczynę" z jego pokoju.
- Jaką dziewczynę? - zdziwił się Marco.
- Żadną - prychnął Mario i spojrzał się na mnie. Mam nadzieję, że nie byłam czerwona jak burak.
- Żadną? Była nie z tej planety! - zaśmiał się Mo. "Bez przesady" pomyślałam.
- Pokłóciłeś się z Mayą? - spytał Kuba. Nieśmiały jak zwykle. Marco podniósł zaciekawiony głowę.
- No co ty! - wrzasnął Mario. - Mieliśmy małą sprzeczkę, ale wszystko w porządku - szepnął.
- Źle się czuję. Idę do pokoju - powiedziałam i wyszłam.
* * *
Szłam długą alejką, gdy nagle usłyszałam kroki za mną. To była Maya.
- Siemka Oxi - uśmiechnęła się. OXI? Wzięła mnie pod rękę.
- Siema - powiedziałam. - Jak tam ci się układa z Mario? - spytałam.
- Jest lepiej. O niebo lepiej - uśmiechnęła się.
- To dobrze. Co za ulga - ucieszyłam się. Maya mieszkała dwa piętra niżej więc odprowadziłam ją do pokoju. Potem ruszyłam schodami na moje piętro. Wślizgnęłam się do pokoju.
- Stary! Nie znałem cię od tej strony! - krzyknął blondwłosy chłopak. Odwróciłam się wystraszona.
- Jakiej strony? - zdziwiłam się. Marco popchnął mnie z całej siły. Z trudem powstrzymałam się od jęku.
- Nie udawaj. Wiem, że kręcisz z Mayą! - wrzeszczał. Zastanawiam się czy wyjdę z tego pokoju z życiem.
- Śledzisz mnie?! - wrzasnęłam na niego.
- To nie jest teraz takie ważne! - krzyknął. Wyślizgnęłam mu się i wybiegłam na korytarz. Po drodze zgubiłam czapkę, ale nie było czasu się po nią wracać. Na swojej drodze ujrzałam chłopaków. O cholera.
- O cześć piękna - uśmiechnął się Mo. Pociągnęłam za sobą Mario. Kuba i Mo wymienili się spojrzeniami i ruszyli ku pokojom.
- Oksana, co ty do cholery robisz? - spytał Mario, gdy byliśmy w bezpiecznym miejscu.
- Marco... Marco.. - nie mogłam wydusić z siebie. W klatce piersiowej czułam ból. Marco miał siłę. Zemdlałam.
 * * *

- Oksana! Halo Oksana! - krzyczał do mnie. Otworzyłam lekko oczy i ujrzałam twarz wystraszonego Mario.
- Co się stało? - spytałam zaskoczona.
- Zemdlałaś. Możesz mi powiedzieć dlaczego? - wyjaśnił. Patrzyłam się w sufit, aż w końcu sobie przypomniałam.
- Ach! Już pamiętam! - powiedziałam.
- No mów wreszcie - powiedział ożywiony.
- Wracałam ze stołówki z Mayą. Pod rękę. A potem w pokoju było istne piekło! Marco szedł za nami. Myśli, że mam romans z Mayą. Popchnął mnie. Wiesz, gdybym była chłopakiem może by mnie tak nie bolało. A potem jak uciekałam zgubiłam czapkę. - wyrzuciłam wszystko z siebie. Mario ukrył twarz w dłoniach. Mówiłam dość chaotycznie, ale chyba zrozumiał. Sądząc po minie. - Mario przepraszam - powiedziałam.
- To nie twoja wina. Cholera... Chodź do May'i. - powiedział.
* * *
Mario zapukał do drzwi.
- Proszę! - krzyknęła Nika. Zapomniałam, że Nika jest współlokatorką May'i.
- Cześć Nika - powiedział Mario, wciągając mnie do ich pokoju.
- Cześć Mario - uśmiechnęła się i spojrzała na mnie niespokojna. Kiwnęłam głową z uśmiechem. Zapomniałam, że nie mam swojego full capa.
- Hej - uśmiechnęła się Maya, wychodząc z łazienki. Wycierała ręcznikiem swoje mokre falowane włosy. - Coś się stało? - spytała widząc grobową minę Niki.
- No tak jakby - powiedział Mario.
- Nika, zostawisz nas samych? - spytała Maya.
- Jasne - powiedziała niepewnie Nika i wyszła z pokoju. Mario opowiedział całą historię May'i.
- No to przerąbane - powiedziała. - Biedna Oksana - przytuliła mnie mocno.
- Co powinniśmy zrobić? - spytałam.
- Powinniśmy to zakończyć - oznajmiła Maya.
- Jak to zakończyć?!- wrzasnęliśmy razem z Mario.
- No normalnie. Wszyscy powinni się dowiedzieć. Zróbmy tak. Dzisiaj jest impreza. Oksana pójdzie na nią jako moja koleżanka. Potem coś się wymyśli - powiedziała.
- Nie bo Moritz będzie latał za mną cały wieczór - powiedziałam.
- Nika go zajmie na całą noc - uśmiechnęła się pod nosem Maya.
* * *
- Jak się trzymasz? - spytał Marco.
- No... tak jak rano, nie? - udawał zdziwionego Mario.
- O niczym nie wiesz? Maya - nie dokończył. Zjawiłyśmy się u boku Mario.
- Maya co? - spytał Mario.
- Zdradza cię - powiedział Marco. Mario i Maya zaśmiali się.
- Ile wypiłeś? - spytała Maya.
- Nic! - próbował bronić się Marco.
- Daj już spokój. Wiem z kim widuje się Maya. Chyba może mieć przyjaciela, prawda? - zaśmiał się Mario. - To jest jej koleżanka, Oksana - przedstawił mnie Reusowi.
- Hej piękna - uśmiechnął się. Ciekawe co by zrobił gdyby wiedział, że jestem Oskarem. - Zatańczysz? - spytał. Wow. Marco proponuje mi taniec! Podałam mu rękę i ruszyliśmy na środek sali. Objął mnie. Zaczęliśmy się kołysać w rytm wolnej muzyki. - Mogę wiedzieć, skąd jesteś? - spytał promiennie się uśmiechając. Usiłowałam sobie przypomnieć skąd jest Maya. A no tak.
- Z Krakowa - powiedziałam odwzajemniając uśmiech.
- Ja z Dortmundu - nie przestawał się uśmiechać. Mo chciał ze mną zatańczyć, no ale Marco nie odchodził ode mnie o krok. Więc nie było szans. Było już przed północą.
- Ktoś cię pobił? - spytał widząc, że nad moją klatką piersiową widniał siniak. Miałam ich więcej, zakrytych sukienką.
- Nie nie - powiedziałam poddenerwowana. - Ja już pójdę. Za godzinę mam pociąg do Krakowa - powiedziałam.
- Odwieźć cię? - spytał.
- Nie. Brat mnie odwozi - uśmiechnęłam się. - Masz nieziemski uśmiech - pocałowałam go lekko w usta. Odwróciłam się. Moje falowane włosy zawirowały w powietrzu. Szybkim krokiem ruszyłam ku drzwiom. W pokoju przebrałam się w męskie ciuchy i ubrałam innego full capa. Nie mam pojęcia gdzie podział się ten drugi. Może ma go Marco. Położyłam się do łóżka. 

________________________________________________________________-
Hej :) Jest rozdział 4. Przykro mi, że mam tak mało czytelników. Zastanawiam się czy pisać to dalej...

1 komentarz: